Kalejdoskop marcowy

kalejdoskop_marcowy

Ależ duży jest ten Państwa syn! Można powiedzieć, że dzisiejsze słowa naszego ginekologa zakończyły miesiąc z przytupem. Jeszcze wczoraj poważnie rozważałam, czy Bubert urósł od ostatniego USG choć centymetr (wszyscy mi mówią, że jak na ósmy miesiąc mam wyjątkowo niewielki brzuch), a tu proszę jaka niespodzianka. Hoduję w brzuchu bestię 😉 Poza tym marzec minął raczej spokojnie, głównie na kompletowaniu wyprawki, urządzaniu pokoiku, spaniu oraz zagłębianiu tajników księgowości i mechaniki samochodowej. Nie obyło się też bez nerwów. Był to zdecydowanie czas lekarzy – odwiedziłam ich aż dziesięć razy, weterynarza (trzy wizyty) i warsztatów samochodowych. Teraz zaś zapraszam Was na przegląd miesiąca – będzie trochę marudzenia, trochę zdjęć i trochę ciekawych linków!

1. Kultura kontra mechanika samochodowa.

W marcu było średnio kulturalnie, bo o dziwo nie miałam zbyt dużo czasu. Staję się natomiast ekspertem w dziedzinie dotąd dla mnie obcej, a nawet z lekka mi wstrętnej – mechanice samochodowej. Trzymajcie kciuki żeby nasz mały żuk nie robił nam więcej przykrych niespodzianek i nie stresował swoich właścicieli 😉 Filmów obejrzałam niewiele, a wśród nich na szczególne miejsce zasługuje brytyjski obraz Dumni i wściekli (klik). Teatr udało się odwiedzić, ale niestety nie była to wizyta udana, o czym napiszę więcej niedługo.

887

2. Książki miesiąca.

Są aż dwie! Obie to cieniutkie pozycje, ale bardzo warte uwagi. Oprócz niewielkich gabarytów łączy je również forma. Są to wywiady z niezwykłymi ludźmi.

Pierwsza z nich, Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall to zlepek różnych wypowiedzi Hanny Krall posegregowany tematycznie i przedstawiony w formie wywiadu-rzeki. Rozmowy skupiają się przede wszystkim na tajnikach zawodu reportera i sekretach reportażu jako gatunku literackiego. Przeczytałam na jednym wdechu, lektura bardzo interesująca i zarazem inspirująca.

maxi_p3231584747

Druga zaś to mój hit roku. Szału nie ma, jest rak to zapis rozmów Katarzyny Jabłońskiej z bardzo popularnym ostatnio księdzem Janem Kaczkowskim. Ksiądz Kaczkowski jest bioetykiem i doktorem nauk teologicznych, prowadzi hospicjum w Pucku, pochodzi z Sopotu, ma (jak na osobę duchowną) dość kontrowersyjne poglądy i od kilku lat choruje na nowotwór, który właściwie nie daje szans wyleczenia. I tak. Wymieniam rzeczy charakteryzujące księdza Kaczkowskiego w nieprzypadkowej kolejności. Bo też, wbrew dość wymownemu tytułowi, ten wywiad dotyczy jego choroby tylko w niewielkim stopniu. To przede wszystkim rozmowy o hospicjum, cierpieniu, umieraniu, moralności, życiu, religii. Szczere, bezkompromisowe, momentami nawet niepoprawne politycznie. Prawdziwe. Można się z księdzem Kaczkowskim zgadzać, można się nie zgadzać. Ale nie można mu odmówić ogromnego szacunku do drugiego człowieka. Bez względu na to kim ten człowiek jest. To jest postawa, którą każdy, KAŻDY, bez względu na poglądy i wyznawaną religię, powinien praktykować.

Poza tym w marcu przeczytałam jeszcze cztery pozycje: barwne, ciekawe, ale też smutne Źdźbło trawy DeSoto, Niewidzialną koronę Elżbiety Cherezińskiej (do której to książki mam cały szereg zastrzeżeń, choć lektura była przyjemna), zaskakująco dobre Metro 2034 Glukchovskiego oraz Malowanego ptaka Jerzego Kosińskiego (ogromny zawód). No cóż. W przeciwieństwie do lutego, marzec nie był miesiącem czytelniczych szaleństw 😉

3. NFZ bywa zabawny…

Na skierowaniu napisano: kardiolog, stan po operacji serca, 29 tydzień ciąży, PILNE!!! Niedoświadczona w kontaktach z publiczną służbą zdrowia dzwonię po przychodniach. I dowiaduję się, że: no najszybciej to na wrzesieńPani! Ja nic nie poradzę na to, że pilne jest skierowanie. Sierpień mogę pani zaproponowaćLipiec, sierpień, ale prywatnie to mogę panią na jutro wpisać. I tak dalej, i tak dalej. Autentycznie strzeliła mnie cholera.

Prawda jest taka, że z publicznej służby zdrowia korzystam bardzo rzadko. Ciążę prowadzę prywatnie, ale nie jest to snobizm, czy kwestia mody – ja się po prostu na ginekologach przyjmujących na NFZ bardzo mocno przejechałam. Fakt, sam koszt prywatnych wizyt lekarskich i badań to łącznie około 2 tysiące złotych, ale dostaję za to lekarza, który mnie szanuje, nie traktuje jak debila, odpisuje w nocy na esemesy oraz odpowiada w mailach nawet na dość błahe pytania. Nie muszę stać w kolejkach i mam święty spokój. Ale też nie narzekam na koszty, bo taka była moja decyzja i na szczęście mnie na to stać. Gdyby nie zamknęli w Gdańsku prywatnej porodówki SwissMedu, to myślę, że mimo sporych kosztów zdecydowalibyśmy się na poród właśnie tam. I słowa bym nie powiedziała, że drogo. To ja w końcu decyduję i rozumiem, że to co publiczne nie może być idealne, a za jakość się płaci. Jednak nie oznacza to, że nie będę korzystać z publicznej służby zdrowia. Płacę w końcu składki, a i moje możliwości finansowe też nie są nieograniczone.

Rozumiem doskonale, że żadna z osób zatrudnionych w przychodniach do których dzwoniłam nie jest winna temu, że kobieta w ciąży, która musi zbadać tak istotną sprawę jak działanie serca, nie jest w stanie zapisać się do lekarza przed porodem. Nie jest to winą lekarzy, pielęgniarek, ani personelu. Wiem. Tylko po prostu cholera człowieka bierze, kiedy naprawdę musi iść do lekarza, nie może czekać (bo niedługo urodzi…), wizyta należy mu się jak psu miska, a okazuje się, że jest to średnio możliwe. Owszem, mogłabym pójść prywatnie i wydać kolejne kilkaset złotych, ale przecież nie o to chodzi. Bo to nie tylko mój problem – są w tym kraju osoby, które najzwyczajniej w świecie nie mogą sobie pozwolić na prywatną służbę zdrowia. I bardzo im współczuję.

Ostatecznie udało mi się znaleźć jedną przychodnię, która miała jakieś zapasowe miejsca na pilne skierowania i wszystkie badania poszły sprawnie. Szkoda tylko, że ta przychodnia okazała się wyjątkiem, a nie regułą.

4. Nowy ciążowy szał: kuchnia polska.

Jestem wielkim fanem kuchni włoskiej i meksykańskiej. Uwielbiam azjatyckie specjały, nie pogardzę innymi egzotycznymi smakołykami. A już najbardziej lubię wszystko co zrobione zostało z warzyw i owoców morza. Ale za to nie przepadam za typową polską kuchnią. Owszem, zjem. Lecz bez przekonania. Bigosy, pierogi, pieczone mięsa, wszystkie te typowo świąteczno-niedzielne potrawy są dla mnie zbyt ciężkie, tłuste i nieciekawe. Tym bardziej dziwi, że w ostatnich tygodniach zagryzam pierogi łazankami, nie gardzę schabowym z ziemniakami, a hitem marca zostały domowej roboty placki ziemniaczane, których zdjęć nie ma, bo zniknęły zbyt szybko! A im częściej sięgam po tradycyjną polską kuchnię, tym bardziej przekonuję się, że nie musi być ona ciężka, mdła i mocno mięsna.

5. Pokoik dla Buberta.

Urządzamy! Już dawno wiedziałam, że będzie on utrzymany w kolorystyce białej, żółtej i szarej, a w marcu przystąpiłam do realizacji. Wszystkie mebelki, czyli komodę z przewijakiem, łóżeczko, regał i kratownicę udało nam się zdobyć w IKEI jednego dnia. Teraz musimy tylko dokupić fotel do karmienia, stoliczek oraz poszaleć z dodatkami 🙂 Zamówiliśmy już rolety (żółte!) i całość zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Zresztą, jak już skończę, zamierzam podzielić się na blogu efektem finalnym 😀

DSC_0380

20150314_100135

6. A tu warto kliknąć!

Bardzo fajny wpis o tym gdzie można pojechać i co robić w Wielkanoc, zamiast siedzenia za stołem i obgryzania królikowi uszu.

Lifemanager-ka pięknie pisze o tym, że ciężka praca wcale nie jest jedynym sposobem na życie 🙂

Zdrowsza wersja słonej przekąski, czyli czipsy z kalafiora i sera żółtego.

Doda powiatu puckiego, czyli wyżej wspomniany ksiądz Jan Kaczkowski u Łukasza Jakóbiaka.

11 zwrotów, które rozumieją tylko Polacy.

Krótko, konkretnie i na temat, czyli dziewięć fajnych wskazówek, jak robić zdjęcia. Nie tylko zasada trójpodziału!

A na koniec piękna galeria matek sfotografowanych w jeden dzień po porodzie <3 Już niedługo!

7. Migawki z marca.

Oczywiście były książki:

2015-03-04_1425458943

2015-03-28_1427532423

Teraz czytam moją ulubioną Adichie, a Bubert ma już kupioną pierwszą książeczkę 😀

Był też kot Morris, dla którego marzec nie był łatwy. Przeszedł zapalenie górnych dróg oddechowych, kichał krwią i napędził mi strachu 🙁 Tu – przed wizytą u weterynarza.

2015-03-06_1425653629

Udało mi się zaliczyć kilka naprawdę pięknych spacerów:

2015-03-05_1425581975

2015-03-14_1426343756

2015-03-22_1427042376

Oraz tropiłam pierwsze oznaki wiosny!

2015-03-25_1427287729

2015-03-16_1426515544

Te owoce to trochę oszustwo, bo są letnie, ale za to mają piękne kolory <3


To by było na tyle! Teraz czas rozpocząć kwiecień – zmierzam wypoczywać, spacerować, korzystać z wiosny (która, mam nadzieję, niedługo przyjdzie na stałe), delektować się ostatnimi tygodniami ciąży i wydawać jak najmniej pieniędzy, żeby podreperować nadwątlony marcowo-samochodowymi wydatkami budżet!

  • Serio, nie ma porodówki w Swissie? Nie masz czego żałować, znajomą i tak średnio tam potraktowali…

    A chipsy wypróbuję 😀

    • Nie ma. Zamknęli w styczniu, ponoć powstaje jakaś nowa prywatna klinika, ale nie wiem nic pewnego 🙂 Ja słyszałam same bardzo pozytywne opinie o Swissmedzie, no ale tak jest, że w każdym miejscu można trafić źle. Albo dobrze 🙂

  • marilabo

    Wiosna chyba jednak się rozmyśliła i coś nie przychodzi. Ale trzeba trzymać za nią kciuki.
    Co do podejścia, że publiczna ma być gorsze – nie zgadzam się z nim absolutnie i tym bardziej drażni mnie sytuacja w służbie zdrowia. Zwłaszcza odkąd sama płacę składki i naocznie widzę ile kasy na to idzie! Nie mogę się z tym pogodzić. Ot co.
    Dobrze, że koteł zdrowy.
    O, biały i żółty – bardzo mi się podoba!

    • Wiosna w Gdańsku już jest! A co służby zdrowia: ja jednak będę stać na stanowisku, że to co powszechne zazwyczaj będzie na gorszym poziomie niż prywatne (zazwyczaj, bo wiele jest – na szczęście – od tego wyjątków, jak choćby uczelnie wyższe), co nie znaczy, że publiczne ma być na poniżej poziomu mułu rzecznego. Bo na to też się nie godzę!

  • Ja jeszcze nie jestem w ciąży a i tak zawsze do gina (i dentysty) prywatnie! Różnica jakości usług jest po prostu miażdżąca. Na NFZ albo konował za dychę, albo termin wizyty za pół roku. I za to płacimy co miesiąc solidny hajs.
    2 tysie to nie koniec świata, ja słyszałam o czterech? Może zależy gdzie i jak?
    Powodzenia i miłego urządzania dziecięcego pokoju:)

    • Dziękuję 🙂 Cena ciąży prowadzonej prywatnie zależy chyba od wielu czynników (ilość badań USG, cena pojedynczej wizyty u gina, leki które się bierze), u nas na szczęście powinno się zamknąć w tych dwóch tysiącach 🙂 Więcej kasy na pokoik 😉

%d bloggers like this: