Trzy rzeczy, za które kocham Alice Munro

munro_1

Są tacy autorzy do których mam szczególny stosunek, których proza (uwaga będzie patetycznie) dotyka mojej duszy. Tacy do których chętnie wracam, a nawet jeśli napiszą coś słabszego, to i tak lektura sprawia mi radość. Taką pisarką jest Alice Munro. Ostatnio po przeczytaniu jej najnowszej wydanej w Polsce książki Kocha, lubi, szanuje… zaczęłam się zastanawiać: dlaczego?

Ilość dostępnych na rynku książek z opowiadaniami Kanadyjki jest naprawdę ogromna. Ja na razie przeczytałam cztery zbiory i zdecydowanie ostrzę zęby na więcej. Co ciekawe, nie widzę między tymi czterema książkami jakiejś wielkiej różnicy. Wszystkie są właściwie o tym samym, bohaterkami są kobiety, a akcja dzieje się przede wszystkim na kanadyjskiej prowincji. Wszystkie są napisane w taki sam sposób, takim samym stylem. Być może, kiedy sięgnę po kolejne książki Munro okaże się, że czasem wychodzi ona poza swój schemat, lecz póki co wnioski nasuwają się same – jej opowiadania są do siebie bardzo, ale to bardzo podobne. Co ciekawe jednak, zupełnie mi to nie przeszkadza. Podobny stosunek mam do szwedzkiej pisarki Majgull Axelsson, którą uwielbiam, choć każda jej kolejna powieść jest kalką poprzedniej. Bo to co w tych książkach znajduję, odpowiada mi do tego stopnia, że z radością sięgam po następne i zanurzam się w znany mi świat. Po lekturze najnowszego wydanego w Polsce zbioru opowiadań noblistki Kocha, lubi, szanuje… postanowiłam sama sobie odpowiedzieć na pytanie za co tak kocham Alice Munro i jej twórczość.

Prostota kryjąca krzyk 

Proza Alice Munro jest wyjątkowa. Z jednej strony sam styl pisania jest wręcz przezroczysty: prosty, momentami ubogi, pozbawiony cech charakterystycznych. Z drugiej zaś z każdego pozornie spokojnego i zwykłego zdania bije krzyk. Wrzask. Tak samo rzecz ma się z fabułą jej opowiadań: niby banalne, zwyczajne historie, w których często niewiele się dzieje. Bohaterka gdzieś jedzie, czegoś szuka, ale nie ma gwałtownych zwrotów akcji i wielkich hollywoodzkich finałów. Wszystko jest ciche, spokojne, wytłumione. Z zewnątrz. Bo w głębi buzują wielkie emocje. Uwielbiam w jej książkach  kontrast powolnej, zdystansowanej narracji i tych najważniejszych spraw, które kryją słowa. Bo tak też jest w życiu. Większość z nas przeżywa swoje dramaty cicho, rzadko kiedy coś dzieje się gwałtownie i filmowo. Nasze szczęścia i nieszczęścia są raczej procesem. A pisarstwo Munro pięknie to oddaje.

Wielkie, prawdziwe emocje

O kolejnej rzeczy za którą kocham Alice Munro, bardzo trudno mi pisać. Bo po prostu nie wiem jak. Gdzieś pod powierzchnią prozy pisarki tkwią emocje. To już wiadomo. I te emocje, mimo, że często nieopisane wprost, często zasygnalizowane jednym słowem są niezwykle silne. A zarazem delikatne. Trochę jak woda, która żłobi kamień, powoli i cicho, ale z wielką mocą. Lecz najważniejsze jest to, czego nie potrafię wytłumaczyć: autorce udaje się uderzyć człowieka jednym słowem, wywołać w nim niepokój, lęk, dotrzeć do jego najskrytszych myśli, najbardziej skrywanych lęków. Ze mną te opowiadania to właśnie robią. Co ciekawe – nie wszystkie! Niektóre z nich będę pamiętać do końca życia (nie zdradzę, które – za dużo będziecie o mnie wiedzieli 😉 ), a niektóre mnie nużą i nudzą. I może nawet wiem dlaczego tak się dzieje. Przeżywam historie opisujące emocje, których doświadczyłam. To trochę taka psychoanaliza.

Idealne opowiadania

I na sam koniec: kocham Alice Munro, bo ona mistrzynią opowiadania jest. Bardzo długo nie mogłam się przekonać do tego gatunku literackiego. Zazwyczaj po lekturze czułam wielki niedosyt, czegoś mi brakowało, chciałam dalszego ciągu. Na szczęście szybko zorientowałam się, że dobrze napisane opowiadanie takiego niedosytu nie pozostawia, bo to co w nim zawarto jest dokładnie w sam raz. Przekonałam się o tym po pierwszym spotkaniu z Jarosławem Iwaszkiewiczem i Alice Munro właśnie. Ta dwójka uświadomiła mi, że można pisać opowiadania tak, że czytelnik po przewróceniu ostatniej kartki myśli tylko: łał. I nie czuje żadnego niedosytu, tylko wielką satysfakcję.


A jaki właściwie jest zbiór Kocha, lubi, szanuje…? Dokładnie taki jak trzeba. Zawiera wszystkie wymienione powyżej rzeczy za które Alice Munro kocham i oczywiście bardzo go Wam polecam.

Mam świadomość, że proza Munro jest specyficzna i nie każdemu styl Kanadyjki odpowiada. Jednak nie podlega wątpliwości, że jest to literatura kobieca, która przywraca człowiekowi wiarę w ten rodzaj książek. Bez względu na to czy świat autorki nam pasuje, czy nie, jej książki to nie są proste czytadła – wywołują refleksję, pozostawiają pytania. A jeśli jeszcze nie czytaliście opowiadań Munro zapewniam, że warto spróbować. A nuż, tak ja, zakochacie się bez pamięci? 🙂

Moja ocena: 8,5/10

%d bloggers like this: