Moje niezawodne metody radzenia sobie ze stresem

DSC_0313

Dorosłe życie to jedno, wielkie, nieustające pasmo stresu. Kto jeszcze tego nie odkrył, znaczy – nie jest dorosły. Praca (lub jej brak), pieniądze i finanse, domowy budżet, inwestycje (w tym te chybione) potrafią skutecznie spędzić sen z powiek na długie tygodnie. Dzieci. Moja mama powiedziała mi kiedyś, że o ile macierzyństwo wspomina bardzo pozytywnie, to od kiedy się urodziłam nie opuszcza jej wieczne uczucie lęku o mnie. Powiem szczerze, że mnie nie opuszcza uczucie lęku o Buberta już kiedy pływa sobie rzekomo bezpiecznie w moich wodach płodowych. A choroby? Kto nigdy nie podejrzewał u siebie raka albo innej, straszliwej śmiertelnej choroby – szczerze zazdroszczę. Awarie, remonty, zepsute auta. Nie zapominajmy też o związkach i naszych relacjach z partnerem. Niekończąca się historia wiecznych nerwów. No, a nasza własna matka. Stawiam duże piwo (na więcej mnie nie stać, bo moje auto trzeci raz w tym roku jest w naprawie…) temu kto nie stresuje się relacjami z rodzicami. Albo teściami. Albo rodzeństwem.

Jeśli wchodzimy w społeczne relacje z innymi ludźmi, działamy, pracujemy, po prostu żyjemy, to ZAWSZE będziemy doświadczać jakiegoś stresu. Mniejszego, większego. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że dni w których żadna, najmniejsza chmurka nie zasłaniała mojego wewnętrznego słońca, zliczę na palcach dwóch rąk. Bo nawet jeśli wszystko się układa, to akurat psuje się pralka.

Zawsze zazdrościłam osobom, które potrafią sobie radzić z nerwami. U mnie to był/jest nieustający problem. Stres potrafi mnie sparaliżować, zablokować, uniemożliwić pracę i normalne działanie. Potrafię wpaść w samonakręcającą się spiralę złych myśli i czarnowidztwa, samoudręczać i samobiczować. Na szczęście już jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że tak nie można żyć. Ileż godzin spędziłam zamartwiając się sprawami, które ostatecznie się nie wydarzyły lub okazały się dużo mniej dolegliwe niż z początku się wydawało! Ileż razy wszystkie znaki na niebie, ziemi i w mojej głowie wskazywały na najczarniejszy scenariusz! A wiecie ile razy sprawdził się ten najczarniejszy scenariusz? Zero. Zero. Ani razu. Ile ja godzin zmarnowałam, przesiedziałam rozmyślając lub smyrając bezsensownie komórkę. Dlatego postanowiłam nad sobą i swoim zarządzaniem stresem pracować. Trochę poczytałam na ten temat, trochę pomyślałam i wypracowałam sobie kilka metod, które naprawdę się sprawdzają. Działają one na mnie, nie jest powiedziane, że poskutkują akurat u Was. Ale są na tyle nieszkodliwe, że zawsze warto je wypróbować!

Oto moje niezawodne metody radzenia sobie ze stresem:

1. Zero alkoholu, zero używek, zero niezdrowego jedzenia.

Zacznę najpierw od tego, czego staram się NIGDY nie robić. Alkohol – wiadomo, nie muszę chyba tłumaczyć, jak jest niebezpieczny? Inne używki – tu chodzi głównie o papierosy, których co prawda nie palę (no czasem przy piwie…), ale przez wiele lat pozostawałam z nimi w bliskiej i zażyłej relacji. I one wracają do mnie zawsze wtedy kiedy jestem bardzo zdenerwowana. O dziwo jednak zapalenie wcale nie pomaga, pozostawia niesmak w ustach i poczucie bezsensu. A jedzenie? To nie jest tak, że mówię nie czekoladzie, czy innym smakołykom, ale staram się nie traktować ich jako lekarstwa czy poprawiacza nastroju. Zawsze kiedy dzieje się coś niepożądanego, a ja mam ochotę zaszyć się na kanapie z wielką paką czipsów, tłumaczę sobie, że jeśli urośnie mi tyłek, to tylko pogorszę sytuację. Żadnych szkodliwych dla zdrowia i urody półśrodków! Ucieczka jest chwilowa, a potem dodatkowo dręczą wyrzuty sumienia. Bez sensu!

2. Hałas i wyżycie się.

Oooo. Nie dla mnie kontemplacja, muzyka relaksacyjna czy ciche popołudnie przy świecach. Pewnie jest tak dlatego, że mam dość intensywny i potrzebujący licznych bodźców charakter. W każdym razie na stres doskonale działa puszczenie głośnej, mocnej i energicznej muzyki. Mam taką ulubioną piosenkę, często ją włączam, gdy jestem zdenerwowana:

Jeśli nikt nie słyszy, to jeszcze sobie ją głośno śpiewam. Tańczę. Na Playstation jest taka gra, w której symulujesz ruchy boksera – uwielbiam ją. Bieganie, sprzątanie. Takie wyrzucenie z siebie energii pomaga absolutnie za każdym razem. Dobrze mi też robi spacer w ruchliwym miejscu, ewentualnie wykrzyczenie z siebie emocji. Hałas. Wysiłek. One mi pomagają najlepiej. Spuszczają powietrze. Żadnej ciszy. Chyba że biorę…

3. Kąpiel w wannie.

Wtedy mogę posiedzieć w spokoju. Pachnąca piana i świece to tylko estetyczne dodatki, liczy się najbardziej to, że woda wyciąga ze mnie stres. Tylko żeby się nie nudzić i nie myśleć o przedmiocie moich niepokojów, muszę mieć w tej wannie do czytania jakąś naprawdę bardzo interesującą książkę. Najlepiej mocny kryminał albo barwne fantasy. Wtedy myśli moje zajęte są intrygą, a organizm czerpie dobrodziejstwa z wody. Zresztą podobne działanie mają…

4. Basen i sauna.

Niekoniecznie razem. Basen jest świetny na moje skołatane nerwy w sumie z tych samych względów, co wanna, plus pływając wpadam w taki dziwny, niemyślący trans. Zrobię czterdzieści basenów i głowa ma inny ciężar. No i wiadomo – wysiłek fizyczny wyzwala endorfiny. Sauna zaś jest super, bo jest super. Po prostu. Nie umiem tego inaczej wyjaśnić 🙂

5. Obowiązki.

Kolejna genialna metoda, zwłaszcza na dni, w które na coś się czeka: na wizytę u lekarza, wyniki egzaminu, wycenę trzeciej w tym roku naprawy auta (…). W takich sytuacjach nie ma nic piękniejszego niż napięty harmonogram. Działam wtedy zgodnie z przyjętym planem, koncentruję się na wykonywaniu konkretnej czynności. Takie postępowanie ma dla mnie dwie podstawowe zalety: odciągam myśli od czekającego mnie w niedalekiej przyszłości wyroku, a przy okazji robię całą masę pożytecznych rzeczy: sprzątam, gotuję, piszę bloga, bardziej efektywnie wykonuję moją pracę. Najważniejsze jednak to działać zgodnie ze z góry przyjętym planem i mieć zawsze jakąś kolejną, angażującą rzecz do zrobienia. Wtedy myślę o tej kolejnej rzeczy, a nie o przyczynie stresu.

6. Kontakt z innym człowiekiem. 

Niezbędny. Kiedy spotykam się z kimś, automatycznie się na nim koncentruję i łatwiej mi zapomnieć o samej sobie. A jeśli jeszcze jest to osoba angażująca, taka, z którą można się porządnie pośmiać, to tylko lepiej. Bo znowu pojawia się na twarzy uśmiech, a w organizmie krążą endorfiny. Najlepiej jeśli jest to kontakt bezpośredni, ale w ostateczności zawsze można do kogoś zadzwonić.

7. Nie ma sytuacji bez wyjścia.

W Filadelfii – jednym z moich ukochanych filmów – jest scena, w której główny bohater dowiaduje się, że na chwilę przed upływającym terminem złożenia pozwu, ten zaginął i nie ma go ani w komputerze, ani na papierze. Co robi Tom Hanks? Powtarza sobie: nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma sytuacji bez wyjścia. I ma rację! Bo nie ma sytuacji bez wyjścia! Zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie problemu. I zawsze musimy o tym pamiętać. Bez względu na to, co się w naszym życiu dzieje, jeśli będziemy naprawdę dobrze szukać, znajdziemy wyjście. Nawet jeśli doznajemy bolesnej porażki czy nieszczęścia, to i tak, jeśli będziemy wystarczająco uważnie patrzeć, jakieś wyjście znajdziemy. Może nie będą to pięknie zdobione główne drzwi, a szyb wentylacyjny. Jednak wyjście na pewno jakoś się znajdzie.


To są właśnie moje metody. Wszystkie działają, jedyna trudność to się przemóc. Powiedzieć swoim nerwom: nie! Przerwać niekończącą się spiralę złych myśli i zacząć działać. To na początku może być bardzo trudne, ale za każdym razem jest odrobinę łatwiej 🙂

A Wy? Macie swoje metody walki ze stresem? Co działa na Was najlepiej?

  • Ostatnio odnajduje ukojenie w muzyce. Mimo tego, że nie wydaje mi się, że jestem zestresowana lubię wieczorny rytuał aby się uspokoić, lepiej wtedy śpię. Choć i wysiłek fizyczny jest nieoceniony. 🙂

    • Ja wieczorem staram się nie zajmować sprawami potencjalnie stresującymi, zwłaszcza związanymi z finansami, ważnymi telefonami itp. Zdecydowanie wolę się tym zająć rano, a późniejsze godziny poświęcić właśnie na wyciszenie się 🙂

  • Dla mnie najlepszy jest ruch. Spacer, rower, taniec, albo ćwiczenia w domu. To zawsze pomaga mi kiedy jestem zestresowana:) ale myślę, że najważniejsze to pamiętać o tym co napisałaś, że nie ma sytuacji bez wyjścia i zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie problemu.

  • Gaba

    A podaj recepte jak radzic sobie ze stresem ale takim ktory powodujr ze zaczynasz tracic oddech nie rozumiesz tego, co ktos ( pracodawca np) do Ciebie mowi, zaczynasz panikowac, pobczym uciekasz… Tak reaguje w nowych miejscach pracy… I nie umiem sobienz tym poradzic… Do tego roztargnienie itd…

    • Hej 🙂 Tak jak napisałam – to są moje sposoby, które wypracowałam dla siebie, a nie uniwersalne recepty na stres każdego. Dotyczą innych sytuacji i problemów niż Twój, na który swojego sposobu nie mam, bo szczęśliwie nigdy nie miałam takich problemów. Jeśli jakieś sytuacje Cię przerastają, najlepiej zasięgnąć porady specjalisty. Pozdrawiam i życzę powodzenia 🙂

  • Wysiłek fizyczny! Oczywiście dla mnie numerem jeden jest moja ukochana joga, i niekoniecznie w ciszy. Ale parę dni temu, gdy byłam zdenerwowana, nie miałam na nią najmniejszej ochoty. Zamiast tego po prostu ubrałam się i wyszłam z domu. Szłam przed siebie i szłam, szybko i zdecydowanie, choć bez celu. Byłam taka zła, że nie widziałam nic dookoła. Po kilkunastu minutach zorientowałam się, że zaszłam do parku, że jest super pogoda, że nerwy mi kompletnie przeszły i w sumie to jest ok, a po powrocie na spokojnie rozwiązałam problem 🙂 Spacery są fajne:) A, i jeszcze czasem na stresy bardzo pomaga sprzątanie – zmywanie całej góry naczyń na przykład.

    • O nie 😉 Zmywanie naczyń odpada, ale już umycie łazienki, czy odkurzenie całego mieszkania działa na mnie odprężająco. I pranie – uwielbiam robić pranie 🙂

  • kąpiel w wannie- to jest to, zwłaszcza jeśli ostro się czymś stresuję. A z tym porzucaniem niezdrowego jedzenia bywa u mnie niestety bardzo różnie… ;))

  • Patka

    Cześć 😉 mi na początku ze stresem pomagało bieganie i ćwiczenia. Ale później przed każdym egzaminem na studiach studiach stres była tak wielki że ciężko było mi go zwalczyć ;/ W końcu poszłam do apteki i polecono mi Forstres. Zażywałam w okresie sesji . Po kilku dniach zauważyłam że jestem bardziej opanowana i nie traciłam głowy . Pozdrawiam

%d bloggers like this: