Uroki trzeciego trymestru ciąży

dieta_w_ciąży_co_jem

Miało być optymistycznie o chwytaniu ulotnych chwil. Ale o tym będzie innym razem. Dziś marudzę, bo tylko na marudzenie mnie stać.

Ale całość rozpocznę bardzo serio postawionym pytaniem. Dziewczyny w ciąży pracujące do ostatnich tygodni: jak Wy to kurcze robicie? Ja właśnie wkroczyłam w trzeci trymestr i szczerze mówiąc: mam dość. Nie wyobrażam sobie takiego funkcjonowania do końca ciąży. Chcę czerwca i żeby Młody B. był z nami (ciekawe jak bardzo będę wtedy marudzić…). I wkurza mnie, że ten wyczekiwany i wyśniony stan musi aż tak bardzo utrudniać życie. Do tego stopnia, że czuję się trochę jak bezfunkcyjny, nikomu nieprzydatny mebel. Tak się cieszę z ciąży i chciałabym być w niej sobą. Ale nie. Od jakiś dwóch tygodni coraz bardziej paraliżują mnie rzeczy następujące:

Płacz

Do płaczu w ciągu ostatnich dni doprowadziły mnie: bijące dzwony kościelne (bo przeszkadzały), głupi tekst Pawła (głupie teksty i złośliwostki są u niego raczej standardem, który nigdy mi nie przeszkadzał), niemożność znalezienia papieru toaletowego w Lidlu (stałam na środku alejki z rozłożonymi rękami, łzami w oczach i trzęsącym się podbródkiem) oraz reklama w telewizji (tu się wzruszyłam głęboko). Po prostu: ktoś przyszedł, zabrał mi osobowość i wstawił na moje miejsce rozhisteryzowaną i rozedrganą emocjonalnie babę, od której w normalnych warunkach uciekłabym w dwie minuty. Tymczasem: ten wybryk natury to ja. Sterowana hormonami ja, ale jednak ja. Brrrr.

Fizyczny flak

Mimo że naprawdę starałam się utrzymywać sprawność fizyczną w ciąży, zwłaszcza w drugim trymestrze (aktywnie sprzątałam mieszkanie, chodziłam na długie, energiczne spacery, starałam się nawet ćwiczyć), trzeci trymestr zaatakował mnie totalną fizyczną niemocą. Ja – dziewczyna, która z trudem wytrzymywała siedzenie przez cały dzień w domu i ciągle szukała nowych wyzwań, wrażeń i rozrywek – nie jestem w stanie umyć łazienki. Nie jestem w stanie umyć łazienki. I chce mi się spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Spać. Więc śpię. Budzę się. Jem. Śpię dalej. Budzę się. Śpię. Jem. Po średniej długości spacerze muszę poleżeć ze dwie godzinki i oczywiście spać. Spać. Spać. Spać. Jak to piszę, to oczy same mi się zamykają. Spać.

Intelektualny flak i brak weny

To najnowszy i najgorszy objaw ciąży. Pokój dziecięcy pełni funkcję pralnio-suszarni. A ja i mój rzekomy syndrom wicia gniazda? Ha ha ha ha. Spać. Wybieranie naklejek na ścianę mnie przerasta. Mebelki? Spać. Zapominam odpisywać na esemesy i oddzwaniać do ludzi. Zapomniałam już na czym polegała moja praca. Ale najstraszniejszy jest brak weny blogowej. Mam cały zeszyt zapisany inspiracjami i pomysłami na wpisy, ale… spać. Spać. Siadam do komputera, próbuję coś napisać, żeby rozruszać mózg. I co? Spać. Pustka w głowie i małpa. Kojarzycie taki motyw z kreskówek, gdy bohater ma pustkę w głowie i pojawia się nad nim figurka małpy walącej talerzami? No to ja mam właśnie taką małpę  w mózgu.

mq2y1fm

Na szczęście na razie inne fizyczne koszmary charakterystyczne dla trzeciego trymestru jeszcze mnie nie dopadły. I oby zrobiły to jak najpóźniej, bo już funkcjonowanie jako ćpun hormonalny mnie dobija. Spać. I nie zrozumcie mnie źle. Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Ale spać.

A. Jeszcze przypomniał mi się jeden baaardzo mądry cytat. Pochodzący z bardzo smutnej książki, ale pasuje idealnie 🙂

Nikt nigdy nie spotyka na swojej drodze Raka, Wojny, Nieszczęścia (czy Szczęścia). Przychodzi tylko jakaś godzina lub chwila. Różnorakie radości i smutki. Wiele rzeczy przykrych w najlepszych momentach naszego życia i wiele dobrych w najgorszych. 

C. S. Lewis Smutek

No dobrze. Koniec. Spać. 😉

P.S. Zdjęcie tytułowe przedstawia wygniecioną pościel w mojej sypialni. Nikt nie może oczekiwać od osoby, która ma problem z zebraniem sił na sprzątanie łazienki, by prasowała pościel. Sorry, Mamo.

  • „Spać, spaaaać” – to moje hasło pierwszych trymestrów 😀 Za to trzeci – za pierwszym razem czytałam K. Michalak i Zmierzch 😀 A filmy dzieliliśmy sobie na dwa albo nawet trzy wieczory, bo po 30-40 minutach już nie mogłam usiedzieć (ale to wszystko w dziewiątym miesiącu, w ósmym się jeszcze broniłam). Za to w drugiej ciąży tydzień przed terminem kończyłam zlecenie 😉

    • Aż strach się bać co będzie dalej. Nie chcę czytać Michalak 😉

  • Taki los inkubatora sterowanego hormonami… Życzę wiecej śmiechu, mniej płaczu.

    • Kiedyś, chyba w jakimś filmie lub serialu, usłyszałam określenie „inkubator skrzyżowany z mleczarnią” 😀 Jakoś tak zapadło mi w pamięć 😉

  • Zaczynam się czuć oszukana, kiedy moja mama i wszystkie ciotki mówią, że całą ciążę czuły się dobrze, a potem w Internetach czytam TAKIE wpisy 🙂 a ciąża taka piękna, mówią wszyscy!

    • A może będziesz miała szczęście i odziedziczysz po rodzinie dobre znoszenie ciąży? Kto wie? Są podobno takie szczęściary, które śmigają do dziewiątego miesiąca 🙂

  • och juz nie pamietam tych humorków, ciesz się poki możesz tym ze dziecko w brzuchu póxniej zaczyna się hard core, kiedys pisałam na blogu o huśtawce nastrojów, zapraszam na posty
    http://prawdziwezyciebykaro.blogspot.com/2014/12/wyznania-sfrustrowanej-kobiety-w-ciazy.html

    lub

    http://prawdziwezyciebykaro.blogspot.com/2014/10/wulkan.html

%d bloggers like this: