Kalejdoskop lutowy

DSC_0278

Luty to był bardzo dziwny miesiąc. Dużo się w nimi nadenerwowałam, poczułam też wyraźny spadek formy ciążowej i jeszcze wyraźniejszy wzrost apetytu. Z drugiej strony obfitował w wiele chwil miłych, wesołych i na swój sposób wyjątkowych. Lecz przede wszystkim okazał się naprawdę bardzo kulturalny. Przeczytałam (jak na mnie, bo śledząc poczynania niektórych blogerów książkowych czuję tylko zażenowanie swoimi wynikami…) bardzo dużo książek, obejrzałam sporo (tyle co w styczniu) filmów oraz rozdanie Oscarów, udało mi się też wyjść do teatru. Poza tym rozpoczęliśmy uczęszczanie do szkoły rodzenia, który to kurs skłonił nas do wniosku, że chyba nie dojrzeliśmy do posiadania potomstwa (tylko my się chichramy, kiedy pani prowadząca tłumaczy jakieś fizjologiczne okropności).

1. Wyzwanie oscarowe zakończone, wyzwanie Kałużyńskiego rozpoczęte!

Postanowiłam (jak co roku chyba) obejrzeć przed rozdaniem Oscarów jak najwięcej filmów nominowanych w głównej kategorii. Tym razem udało mi się zobaczyć ich znacznie więcej niż zwykle, bo ogarnęłam też (z niewielkimi wyjątkami) wszystkie kategorie aktorskie, najlepszy film nieanglojęzyczny, animowany oraz dwa polskie dokumenty krótkometrażowe. Poza tym parę razy zboczyłam  z Oscarowej trasy, czego efektem jest aż piętnaście filmów obejrzanych w lutym.

542143.1

Wśród nich najbardziej przemówiła do mnie Dzika droga z Reese Witherspoon – historia kobiety, która by odnaleźć siebie wyrusza na morderczą wędrówkę szlakiem ciągnącym się wzdłuż całych Stanów Zjednoczonych – Pacific Crest Trail. Zachwyciły mnie zdjęcia amerykańskiej przyrody, doskonała rola Witherspoon, a także piękna historia o dojrzewaniu, odnajdywaniu siebie i walce z samym sobą. Bardzo polecam!

A ponieważ wyzwanie oscarowe zakończyło się sukcesem, więc czas na kolejne! Wyzwanie Kałużyńskiego! Otóż mam w domu Kanon królewski – zbiorem omówień filmów, które naszego najwybitniejszego krytyka filmowego zachwyciły. Większość to pozycje klasyczne, starsze i, o zgrozo!, mi nie znane. Łącznie trzydzieści cztery filmy. Daję sobie czas do końca maja 2015 roku, czyli właściwie do planowanej daty narodzin Młodego B. Bo potem może być różnie z czasem 😉

2. Książkowy zawrót głowy.

Ilość przeczytanych w lutym książek: dziewięć. Jak na moje możliwości i tempo czytania (super wolne) jest to wynik imponujący. Część z nich z pewnością doczeka się recenzji, a teraz wyróżnię szczególnie najnowszy zbiór opowiadań Alice Munro Kocha, lubi, szanuje…, wywiad rzekę z naszymi wybitnymi językoznawcami Wszystko zależy od przyimka oraz oczywiście, recenzowaną już na blogu trylogię o prokuratorze Szackim (kilk).

2015-02-03_1422987787

Dlaczego ostatnio tyle czytam? Wiem, że już niedługo moje życie zmieni się o 180 stopni. W związku z tym mam jakiś szczególny głód kultury. Dołóżcie do tego jeszcze sporą ilość czasu i wychodzi połączenie idealne. Nie ma chyba dla mnie większego szczęścia, niż pozbawiony wyrzutów sumienia czas, w którym mogę oddać się pochłanianiu filmów, książek, teatru i muzyki. A tym bardziej ten czas cenię, bo wiem, że nie będzie on trwał wiecznie.

3. Chory z urojenia, chamstwo w teatrze i ważne ogłoszenie.

1425

Do teatru udało się nam wyskoczyć na Chorego z urojenia Moliera, sztukę doskonale zrealizowaną przez zespół Teatru Miejskiego w Gdyni. Spektakl sam w sobie był fantastyczny, jeśli najdzie mnie wena (ostatnio jakoś marnie z tą weną), to pewnie napiszę o nim nieco więcej. Bardzo mnie natomiast zbulwersowało zachowanie widzów. Pierwszy raz spotkałam się z aż taką (nie bójmy się tego słowa) oborą w teatrze. Ludzie spóźniali się nawet po piętnaście minut i nie były to pojedyncze osoby. Obok nas zaś siedziała matka z nastoletnią córką, która to córka przez całą sztukę robiła zdjęcia swoim smartfonem, a następnie przesyłała je od razu na drugi telefon. Matka nie widziała w zachowaniu latorośli nic niestosowanego. Grrrrr.

Poza tym chciałabym wszystkim, którzy lubią teatr i cenią ciekawe spektakle polecić Broniewskiego Teatru Wybrzeże. O swoich wrażeniach pisałam tutaj (klik), a teraz trafia się świetna okazja, by obejrzeć go nie wychodząc z domu. 24 marca o godzinie 20:00 na TVP Kultura będzie transmisja na żywo 🙂 Bardzo Was do oglądania zachęcam!

4. Walentynkowy debiut.

2015-02-14_1423927639

W tym roku po raz pierwszy w historii naszego związku obchodziliśmy Walentynki z prawdziwego zdarzenia. Wcześniej jakoś się nie składało, żadne z nas zresztą nie przywiązuje do tego święta szczególnej wagi. Raz kiedyś w ramach żartu (mam nadzieję…) dostałam śrubokręt, poza tym zawsze byliśmy raczej antywalentynkową parą 😉 Aż tu nagle w tym roku trafiłam na promocję w Teatrze Miejskim w Gdyni, a sztukę na którą od jakiegoś czasu bardzo chciałam iść (patrz wyżej) grali akurat 14 lutego. Poza tym, jako że teraz większość swojego czasu spędzam jednak w domu, w dżinsach ciążowych i swetrze, postanowiłam, że urządzimy sobie randkę z prawdziwego zdarzenia, ubierzemy się elegancko i po teatrze pójdziemy na romantyczną kolację. Paweł miał wybrać miejsce – niespodziankę. Powiem Wam, że randka była cu-dow-na. Spektakl okazał się absolutnym hitem, restauracja Malika serwująca specjalności kuchni Maghrebu to była prawdziwa kulinarna przygoda, a ja pierwszy raz od tygodnia założyłam sukienkę (w normalnych warunkach chodzę w spódnicach i sukienkach praktycznie codziennie!), zrobiłam porządnym makijaż (a nie tylko podkład, puder, tusz), ubrałam kozaki na koturnie i czułam się jak kobieta. Niby nic, ale ten wieczór dał mi (nam!) ogromnie dużo radości 🙂

5. A tu warto kliknąć!

Jak ja żałuję, że nie znałam tego wpisu przed moją podróżą do Rzymu. Na szczęście Wieczne Miasto planuję jeszcze odwiedzić i wtedy nadrobię kulinarne zaległości.

A to bardzo ciekawie zapowiadający się blog książkowy.

Bardzo mądry i szczery wpis, idealnie pasujący do mojej teorii wykorzystywania wszystkiego co daje nam życie.

Ten filmik  pokrzepił mnie na duchu. Może konfrontacja naszego Morrisa z Młodym B. nie wyjdzie aż tak tragicznie? W końcu Morruis to w gruncie rzeczy całkiem porządny kocur.

 6. Migawki z lutego.

Mało jedzenia (co jest dziwne, zważywszy na mój gargantuiczny ciążowy apetyt), kultura i kot.

2015-02-08_1423402538

Nowa planszówka w domu: „Pociągi Europa”. 

Książkowo-filmowe nowości. Ostatni sezon Sherlocka czeka :D

Książkowo-filmowe nowości. Ostatni sezon Sherlocka czeka 😀

Filmowa adaptacja "Ziarna prawdy" to była udana przygoda :)

Filmowa adaptacja „Ziarna prawdy” to była udana przygoda 🙂

Jak śpi wygląda tak niewinnie. Aż szkoda, że czasem się budzi...

Jak śpi wygląda tak niewinnie. Aż szkoda, że czasem się budzi…

Ciążowe zachcianki :D

Ciążowe zachcianki, czyli naleśniki pełnoziarniste z truskawkami, jogurtem i brązowym cukrem. Wielbię! 

I ciążowe przyjemności :D

I ciążowe, kolorowe przyjemności 😀 Wiosno! Czekam!

  • Gosia

    Madziu, musisz koniecznie wybrać się do Teatru Wybrzeże na spektakl pt. ” Akt równoległy” 🙂 Genialna komedia:) chodzimy z Mężem do teatru bardzo często i widziałam wiele spektakli Teatru Wybrzeże, ale tylko na tym uśmiałam się do łez:) bardzo żałuję niestety, że tak trudno złapać bilety do naszego Teatru:( jak tylko „rzucą” repertuar to czaimy się z Mężem na jakiś spektakl, którego jeszcze nie widzieliśmy:) Pozdrawiam:) P.S. Bardzo lubię zaglądać na Twojego bloga:) Też kocham podróże, tak jak Ty:)

    • Bardzo mi miło 😀 To prawda, że z biletami do Teatru Wybrzeże jest ciężko – zwłaszcza na nowe spektakle (bardzo chcę zobaczyć „Marię Stuart”) i oczywiście teatralne czwartki 🙂 „Aktu równoległego” jeszcze nie widziałam, a jak będzie okazja, to na pewno pójdę 🙂

%d bloggers like this: