7 wyjątkowych zdjęć z podróży

DSC_0196

Zebrało mi się jakoś na wspominki 🙂 Chyba dlatego, że za oknem tylko paskudna zima, perspektyw wyjazdowych właściwie brak, a mnie wbrew wszystkiemu ciągnie w świat. Przeglądając wczoraj zdjęcia z tych dawnych i mniej dawnych podróży doszłam do wniosku, że niektóre z nich są wyjątkowe i w jakiś sposób różnią się od tysięcy innych zapisanych na komputerze fotografii. Nie wszystkie są piękne, czy nawet poprawnie wykonane, ale każde z nich coś symbolizuje i o czymś mi przypomina.  I pomyślałam, że w sumie warto by wybrać te naprawdę najistotniejsze i może powiesić na pustych na razie ścianach naszego mieszkania. A przy okazji postanowiłam się nimi podzielić również z Wami. Bo tak naprawdę każde z nich pokazuje jakąś naukę, czy doświadczenie, które wyciągnęłam z moich wojaży. Te fotografie są żywym dowodem na to, że jeżdżenie po świecie to nie tylko przyjemność. Więc: oto siedem najważniejszych zdjęć z moich podróży! Kolejność przypadkowa.

1. Kraków

DSC_0350

Czasami człowiek wpadnie na bardzo spontaniczny pomysł i zarezerwuje bilety na Polski Bus z Gdańska do Krakowa i z powrotem. Wyjazd z Gdańska w piątek o 18, tuż po skończeniu pracy, przyjazd w sobotę o 5 rano. Wyjazd z Krakowa w niedzielę o 17, przyjazd do Gdańska o 4 rano. Potem krótka drzemka i znowu do pracy. Da się? Da. Potem co prawda człowiek trochę żałuje, że nie zdecydował się wydać kilku złotych więcej na jakiś wagonik sypialny i wykrzywiając sobie kręgosłup w Polskim Busie szuka połączeń samolotowych na niedzielę, ale co zwiedził, to jego. Nic tak nie odrywa od rzeczywistości i nie relaksuje, jak całoweekendowy wyjazd w nowe miejsce. To zdjęcie, na którym oboje z Pawłem czujemy się naprawdę zrelaksowani i naprawdę wolni, przypomina mi, że warto czasem wyjść poza schemat, przemęczyć się i zrobić coś nie do końca rozsądnego. Bo zmęczenie minęło już we wtorek, a wspominać ten cudowny wypad będziemy jeszcze długo.

2. Japonia

IMG_4402

Chyba pięć lat temu (boszz jak ten czas leci) zdarzyła mi się niezwykła okazja i poleciałam do Kioto odwiedzić tam moją przyjaciółkę. Póki co była to najbardziej egzotyczna i samodzielna wyprawa w moim życiu. Leciałam sama z przesiadką (a latać nienawidzę, nie ma dla mnie gorszej tortury) i zwiedzałam też właściwie sama, bo Martyna pracowała. Złaziłam Kioto wzdłuż i wszerz, pojechałam do Nary, Osaki i na świętą górę Koya nocować u japońskich mnichów. Cudownie wspominam te wakacje, choć niestety dokumentacja zdjęciowa właściwie w całości nadaje się do śmietnika, bo szwankował mi aparat i na każdym zdjęciu jest biała łuna :(. Zdjęcie, które wybrałam pochodzi z hoteliku prowadzonego przez mnichów na górze Koya. Dostaliśmy specjalne strouje, spaliśmy na podłodze, kąpiel była w japońskiej łaźni, a posiłki wegetariańskie, proste i przepyszne – typowe jedzenie buddyjskich mnichów. Na zdjęciu relaksuję się jeszcze przed tymi wszystkimi atrakcjami, a na szczególną uwagę zasługują moje ukochane różowe skarpetki (nie widać tego, ale są na nich uśmiechnięte świnki) 😀 A to zdjęcie jest dowodem na to, że jestem odważna, samodzielna i cały świat (nawet japońskie święte góry) stoi przede mną otworem.

3. Praga

DSCN0197

A tu rok 2014 i nasz wypad do czterech stolic Europy Środkowej: Pragi, Wiednia, Bratysławy i Budapesztu. Dlaczego tak bardzo lubię to zdjęcie na tle Starbucksa na Hradczanach? Wcale nie dlatego, że jestem wielką fanką sieciowych kawiarni ;). Ta fotografia (i trochę cały ten wyjazd) przypomina mi o tym jak ważna w życiu jest pokora. Bo było tak: wjechaliśmy do Czech zalanych pięknym wiosennym słońcem. Można było chodzić w koszulkach z krótkim rękawkiem i opalać twarz. Jednak w momencie przekroczenia granic administracyjnych Pragi zrobiło się koszmarnie zimno i zaczął padać deszcz. Przez cały nasz pobyt lało (słońce wyszło może cztery razy), a temperatura wahała się w granicach 2-5 stopni. I nie mogę powiedzieć, żeby deszcz skończył padać w momencie naszego wyjazdu. Nie. Żegnał nas grad. Muszę przyznać, że czułam się tak jakby pogoda zrobiła mi na złość. Ale co było robić? Trzy dni zaplanowane na stolicę Czech trzeba było produktywnie wykorzystać. Trochę pozwiedzaliśmy, a głównie piliśmy piwo i zajadaliśmy się regionalnym jedzeniem, którego szczerze nie lubię (jest tłuste, słodkie i z bitą śmietaną). Ale wiecie co? I tak się świetnie bawiliśmy! Bo byliśmy razem z Pawłem, a nam jest razem dobrze właściwie wszędzie. I choć nie zawsze wszystko musi się toczyć po mojej myśli i sporo jest rzeczy na które nie mam najmniejszego wpływu, to trzeba takie porażki przyjmować z pokorą i po prostu cieszyć się życiem.

4. Dubrownik

dubrownikja

Dubrownik i Chorwację odwiedziłam przy okazji wizyty w Czarnogórze (udało mi się też wtedy wyskoczyć na chwilę do Albanii). To był dopiero wyjazd. Imprezy, zwiedzanie, plaża, nowe znajomości. Czułam się wtedy taka wolna, atrakcyjna i szczęśliwa. Taka samodzielna. Byłam żywym dowodem na to, że bycie singlem może dawać człowiekowi równie dużo szczęścia, co życie w parze. A ten dzień w Dubrowniku był wyjątkowo. Piękne miasto, piękne słońce, piękne morze, dużo śmiechu i radości. To zdjęcie symbolizuje tę studencką lekkość i młodość, którą wtedy czułam oraz pokazuje mi, że nadal, mimo tylu przytłaczających codziennych problemów, tkwi we mnie ta niefrasobliwa i radosna dziewczyna. Oraz motywuje do przejścia na dietę (po ciąży oczywiście!).

5. Barcelona

DSC_0196

Ach. 2013 rok. W rodzinie B. panuje spór o to gdzie jechać na wakacje. Paweł upiera się przy Barcelonie, ja lobbuję za południem Włoch. W Barcelonie i Hiszpanii już byłam (we Włoszech też i to wielokrotnie), jedzenie hiszpańskie średnio mnie kręci (to znaczy – lubię bardzo, ale wolę włoskie), a w ogóle to dawno we Włoszech nie byliśmy (byliśmy dwa lata wcześniej w Rzymie, a zimą 2013 roku w górach na nartach). Mimo mojej bardzo logicznej argumentacji wygrywa Paweł i jego pomysł z Barceloną. Gdzieś w głębi duszy wiem, że Misio ma trochę racji mówiąc, że zawsze marzył o odwiedzeniu tego miasta, poza tym jestem mocno kuszona wizytą w parku rozrywki Port Aventura :D. W bólach ustępuję. I co? Okazuje się. że nasz wyjazd do Barcelony to był świetny pomysł, ogromnie dużo udało nam się zobaczyć, świetnie się bawiliśmy, a ja patrząc na to zdjęcie, zrobione na najsłynniejszym barcelońskim targu La Bouqeria (gdzie znalazłam tony pysznego jedzenia), przypominam sobie, że naprawdę nie zawsze muszę stawiać na swoim. 

6. Egipt

SONY DSC

Długo zastanawialiśmy się gdzie pojechać w podróż poślubną. Braliśmy ślub pod koniec października, więc większość europejskich państw odpadała w przedbiegach, a na mocno egzotyczną podróż nie było nas wtedy stać. Padł pomysł Egiptu. Trochę nam się to wydawało nie w naszym stylu. No bo co? All inclusive z (jak się potem okazało) rosyjskimi emerytami? Do tego Paweł nie znosi mocnego słońca i stara się go unikać na wszelkie sposoby. Jednak… zdecydowaliśmy się zaryzykować i powiem Wam, że naprawdę było warto. Nad hotelowym basenem spędziliśmy minimalną ilość czasu, właściwie codziennie jeździliśmy na wycieczki, dzięki czemu zrealizowałam swoje dziecięce marzenia (jako małą dziewczynka była zafascynowana kulturą starożytnego Egiptu), co sprawiło mi zupełnie niespodziewaną i olbrzymią radość. Dlaczego wybrałam akurat to zdjęcie na którym wchodzę do wnętrza piramidy? Jest dowodem na to, że warto spełniać młodzieńcze marzenia, nawet te troszeczkę zapomniane i zakurzone. I też zdecydowanie motywuje mnie do odchudzania (po ciąży!). 😉

7. Rzym

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tu jest właściwie wszystko co kocham 😀 Paweł, wieczne miasto i jego niezwykłe zabytki (Zamek św. Anioła) oraz włoskie jedzenie reprezentowane w tym przypadku przez pyszne lody. W Rzymie póki co była raz, na weekend i wspominam ten czas i to miasto wyjątkowo. Bo było pięknie i słonecznie, bo objedliśmy się do granic przyzwoitości włoskim jedzeniem, bo tyle obejrzeliśmy. Bo się wtedy zaręczyliśmy. A to zdjęcie? Jest symbolem niezmąconych chwil szczęścia, tego, że one naprawdę istnieją i warto dla nich żyć.

A Wy? Macie swoje ulubione zdjęcia podróżnicze, które są dla Was czymś więcej niż tylko kawałkiem papieru/pikseli?

P.s. Postanowiłam założyć dla bloga profil na Facebook’u (klik). Jeśli podobają się Wam moje wpisy, zapraszam do obserwowania 🙂 Myślę, że niedługo będzie się tak działo duuużo 🙂

%d bloggers like this: