Oscarowe starcie: „Gra tajemnic” kontra „Teoria wszystkiego”

531442_2.1

Porównania właściwie same cisną się na usta (klawiaturę?). Wśród ośmiu filmów nominowanych do Oscara w głównej kategorii te dwa wykazują chyba najwięcej podobieństw. Przede wszystkim są to filmy biograficzne. Oba opowiadają historie geniuszy, specjalizujących się w naukach ścisłych: Teoria wszystkiego opowiada o Stephenie Hawkingu – jednym z bardziej znanych fizyków, a Gra tajemnic – o matematyku Alanie Turingu. W obu przypadkach akcja rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, w XX wieku. Sami widzicie, porównań po prostu nie da się uniknąć. A który film jest lepszy? Który z nich według mnie bardziej zasługuje na Oscara?

Aktorzy

Benedicta Cumberbatcha, odtwórcę głównej roli w Grze tajemnic, uwielbiam i uważam, że to aktor wybitny. Bardzo lubię też charyzmę i urok partnerującej mu Keiry Knightley. Z kolei w Teorii wszystkiego występują aktorzy nieco mniej przeze mnie wielbieni i znani, bo o ile jeszcze Eddiego Redmayn’a (Stephen Hawking) pamiętam choćby z Nędzników czy z Wieczoru z Marylin, tak przyznaję bez bicia, że Felicity Jones, grającą jego filmową żonę, widziałam na ekranie po raz pierwszy. I co? Czy moi ulubieńcy pobili aktorów mniej przeze mnie znanych? Otóż…nie. Ogłaszam remis. Aktorsko oba filmy stoją na wysokim poziomie. Cała czwórka zagrała fenomenalnie, co zresztą znajduje odbicie w oscarowych nominacjach – każdy ma swoją 😉

kolaż_aktorzy

Zdjęcia

Tu zdecydowanie wygrywa Teoria wszystkiego. Kadry w tym filmie są piękne, wręcz bajeczne, niesztampowe, oryginalne. Bardzo dobrze współgrają z opowiedzianą historią, która sama w sobie jest taką trochę bajką dla dorosłych. Jeśli zaś chodzi o Grę tajemnic to oczywiście nie można powiedzieć, że zdjęcia są złe, ale są zdecydowanie bardziej standardowe, takie jak w każdym, dobrym rzemieślniczo filmie. Brak w nich nieco artyzmu, choć stawiam duży plus za czarno-białe fragmenty przedstawiające drugą wojnę światową.

kolaż_zdjęcia

Scenariusz

No i tu mam problem. Bo nie należy zapominać, że oba filmy są biografiami, a scenariusze do nich nie są oryginalne, tylko adaptowane. Tym samym, ciężko mi oceniać coś co z założenia już ma określony charakter. Z drugiej jednak strony, odbieram przecież film jako produkt całościowy, w którym scenariusz i opowiedziana w nim historia ma fundamentalne znaczenie. Nie mogę więc tego elementu pominąć. I tak, Gra tajemnic porusza znacznie szerszy zakres tematów. Mamy tu miłość, pasję, wojnę, badania naukowe, problem równouprawnienia i homoseksualizmu. Tym samym, oprócz bardzo ciekawej i wciągającej historii z elementami szpiegowskimi otrzymujemy bogate, realistyczne i dobrze przedstawione tło obyczajowe. Tymczasem Teoria wszystkiego skupia się właściwie wyłącznie na walce głównego bohatera z chorobą oraz na jego małżeństwie. Samej istoty nauki, geniuszu, czy zmagań ze swoim umysłem dostajemy bardzo niewiele, a już tło epoki zostaje sprowadzone do przepięknych wnętrz Uniwersytetu Cambridge. Tak samo sprawa przedstawia się z postaciami głównych bohaterów – filmowy Alan Turing jest bardziej złożony, nieperfekcyjny, irytujący, po prostu ciekawszy i bardziej rzeczywisty. Zaś Stephen Hawking został przedstawiony jednowymiarowo i banalnie, a przede wszystkim mniej odważnie. Szkoda.

kolaż_scenariusz

Klimat

Akcja obu filmów rozgrywa się w Anglii i dla mnie – wielbicielki tego klimatu – jest to olbrzymi plus. Twórcy pięknie zaprezentowali brytyjską rzeczywistość, tworząc urocze i ciekawe scenografie oraz świetnie charakteryzując aktorów. W tej kategorii zdecydowanie mamy remis.

kolaż_klimat

A mój Oscar wędruje do…

Tadadadadadam!

Gry tajemnic!

Porównując te dwa filmy zdecydowanie wybieram Grę tajemnic. Twórcom udało się stworzyć znacznie większe napięcie, historia toczy się szybciej i sprawniej. Scenariusz zaś stawia więcej pytań, zostawia widza z wątpliwościami. Sama postać głównego bohatera jest niebanalna, nieoczywista i po prostu ludzka. Teoria wszystkiego przegrywa zaś dlatego, że jest bajką. Takim Disneyem dla dorosłych, połączonym z wykładem motywacyjnym dla kur domowych. Pocztówką – ładną, budzącą nadzieję, ale zakrywającą to, co w życiu niedwuznaczne czy brzydkie. Nie twierdzę oczywiście, że Teoria wszystkiego to film zły. Ba! ja naprawdę lubię takie kino – wzruszające, łatwe w odbiorze, wywołujące uśmiech na twarzy. Ale jednak… tu jest zbyt cukierkowo.

A tak na marginesie: i tak najlepszy jest Whiplash 😉

500858_2.1

Moja ocena:

Gra tajemnic: 7,5/10

Teoria wszystkiego: 7/10

%d bloggers like this: