Rosyjski konkurent „Idy”

514727_1.1

Ceremonia rozdania Oscarów chyba jeszcze nigdy nie wzbudzała w nas takich emocji, jak tegoroczna. Oczywiście dzieje się tak za sprawą Idy, której wszyscy (?) kibicujemy aż w dwóch kategoriach – najlepszy film zagraniczny i najlepsze zdjęcia. O tym, że Ida nie jest filmem, który powalił mnie na kolana już Wam pisałam. Mimo to marzy mi się polski Oscar i mam nadzieję, że członkowie Akademii mojego zdania nie będą brali pod uwagę ;). Tak czy inaczej, ponieważ wroga trzeba znać, staram się obejrzeć wszystkie filmy nominowane razem z Idą do miana najlepszego filmu zagranicznego. Ostatnio było o estońskim konkurencie – Mandarynkach (klik), dziś powiem Wam co myślę o rosyjskim Lewiatanie. A myślę różnie.

Depresja i pesymizm kontra piękno

Po pierwsze i przede wszystkim: Lewiatan to nie jest moje kino. To film smutny, dołujący, opowiadający o ciężkiej i bolesnej rzeczywistości. Właściwie nie ma w nim nic pozytywnego, ani krztyny optymizmu. Zwiagincew serwuje nam historię współczesnego Hioba, ale w przeciwieństwie do biblijnego bohatera, próżno tu szukać happy endu. Może mam banalne upodobania, ale preferuję filmy, które ukazują rzeczywistość choć trochę dwutorowo, mniej jednoznacznie. Tu mamy dół, depresję, brzydotę. Choć nie tylko.

514731.1

Bo w Lewiatanie przepiękne są zdjęcia przyrody i morza. Cudo. I te niezwykłe obrazy natury kontrastują z brutalną, niesprawiedliwą i obskurną rzeczywistością putinowskiej Rosji. Oglądamy więc biedę, obdrapane ściany i odstręczający, nieprzyjazny wymiar sprawiedliwości (którego ujęcia też są interesujące – kamera koncentrująca się na jednym punkcie i stopniowo do niego przybliżająca) i oczywiście władzy. Bardzo złej władzy.

Zła władza

Bo Lewiatan to ogromna i bolesna krytyka współczesnej, putinowskiej Rosji. Rozpasania, łapówkarstwa, układów i układzików, nieliczenia się z jednostką. Biedy, alkoholizmu i niesprawiedliwości. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że Zwiagincew trafił swoim filmem w idealny moment na promocję filmu. Teraz, w kontekście wojny na Ukrainie i powszechnego potępienia jej przez Zachód i społeczność międzynarodową, Lewiatan to doskonały kandydat do wielkich nagród. Bo nie oszukujmy się – na świecie kręci się co roku setki naprawdę dobrych obrazów, często dużo lepszych niż rosyjski oskarowy kandydat. Toną one jednak w morzu innych im podobnych dzieł, o których przeciętny konsument kultury nawet nie usłyszy. Takie życie 😉

Tylko gdzie te emocje?

No właśnie. Emocje są główną przyczyną, dla której uważam, że Lewiatan, choć jest filmem na wysokim poziomie – ogląda się go dobrze, historia jest ciekawa, jego długość (2 godziny 20 minut!) nie nuży, aktorzy grają świetnie – to jednak na miano najlepszego filmu zagranicznego absolutnie nie zasługuje. Bo Lewiatan emocji we mnie nie wzbudził żadnych. Pamiętam jak kilka lat temu oglądałam Plac Zbawiciela (na swój sposób podobna historia – główny bohater przeżywa wszystkie możliwie tragedie świata). Autentycznie cieszyłam się, że odbywa się to u mnie w domu, a nie w kinie, bo przeżywałam go tak mocno, że co chwila z moich przejętych ust padały dość niecenzuralne komentarze.

514732_1.1

Lewiatana zaś obejrzałam zupełnie bez ekscytacji, trochę jakbym była na projekcji filmu przyrodniczego (choć jakby o tym pomyśleć: lew jadający biedną antylopę WZBUDZA moje emocje). Również po wyjściu z kina wymieniłam się wrażeniami, dodałam do obejrzanych na Filmwebie i zupełnie o nim zapomniałam. Film, który nie wzbudza moich emocji, może sobie być obiektywnie najlepszy na świecie – ja go nie kupuję.

Będzie Oscar?

Czy Lewiatan zdobędzie Oscara? Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno szanse na to ma ogromne, biorąc pod uwagę temat. Jednak dla mnie na tę najważniejszą nagrodę nie zasłużył. Bo choć jest to film niewątpliwie dobry i wart obejrzenia, to absolutnie nie uważam, że jest wybitny czy wyjątkowy. Jednak nie od dziś wiadomo, że przy przyznawaniu najważniejszych nagród filmowych nie zawsze bierze się pod uwagę wyłącznie poziom ocenianego filmu.

514745.1

idowej kategorii zostały mi jeszcze do obejrzenia Dzikie historie, po których wiele sobie obiecuję oraz Timbuktu. I tu pytanie: czy ktoś może wie gdzie, kiedy i za ile można Timbuktu obejrzeć?

Moja ocena: 6,5/10

%d bloggers like this: