Wszystko zaczyna się od samoakceptacji

DSC_0674

Pewnego letniego wieczoru wybrałam się na długi, samotny spacer po plaży. Dużo myśli kłębiło się w mojej głowie, generalnie można w skrócie napisać, że znajdowałam się w nastroju depresyjno-negatywnym. Z wielu rzeczy byłam wówczas ekstremalnie niezadowolona – ze swojej pracy, ze swojego wyglądu, ale przede wszystkim ze swojego podejścia do życia. Szłam i myślałam, i kiedy tak myślałam bardzo intensywnie doszłam do wniosku, że hej! – ja też muszę mieć jakieś zalety i talenty. Każdy je ma. I spacer skończyłam dopiero wtedy, kiedy wymieniłam dziesięć swoich zalet charakteru, dziesięć rzeczy, które robię dobrze i dziesięć rzeczy, które mi się podobają w moim wyglądzie.

To była baaardzo długa przechadzka, ale ostatecznie udało mi się wymienić trzydzieści pozytywów na swój temat. Żałuję tylko, że nie spisałam ich wtedy na kartce, bo niestety połowę już zapomniałam (musiałam się naprawdę mocno głowić, zwłaszcza przy wyglądzie. Uświadomiłam sobie między innymi, że bardzo lubię swoje uszy…). W każdym razie, mówcie co chcecie, ale ten spacer był dla mnie w jakiś sposób przełomowy. Od tego czasu stopniowo zaczęły się w moim życiu pozytywne zmiany, które właściwie trwają do dziś. Odpuściłam sobie tę wieczną spinkę, która nie dawała mi żyć, przestałam wiecznie porównywać się z innymi i zaczynam stopniowo żyć według swojego scenariusza. Oczywiście nadal wiele moich cech mnie wkurza, nadal bywam z siebie niezadowolona – jak każdy człowiek chyba. Lecz przede wszystkim akceptuję siebie. Zaczynam siebie lubić i bardziej w siebie wierzyć. I dzięki temu powoli, powoli zaczynam realizować to co dla mnie w życiu ważne. Zaryzykuję nawet  stwierdzenie, że niektóre sprawy zaczęły się układać same.

A oto zdjęcie z pamiętnego spaceru :)

A oto zdjęcie z pamiętnego spaceru 🙂

Myślenie o swoich talentach, zaletach, o tym co w sobie lubimy, powinno być częścią codziennego rytuału. Tymczasem większość z nas z kilkadziesiąt razy w ciągu doby obwinia się o coś, oskarża samego siebie albo patrzy z niechęcią w lustro. Dość tego! Niech będzie pozytywnie! Niech każdy sobie uświadomi, jak świetną jest osobą i ile ma światu do zaoferowania. Teraz! Zaraz! Od tego trzeba zacząć samorealizację. Od samoakceptacji! Bo paradoksalnie, jeśli się akceptujemy i lubimy, dajemy sobie zielone światło do pracy nad sobą. Bez użalania się, bez blokujących nas czarnych myśli. U mnie to autentycznie podziałało.

Dlatego styczniowe wyzwanie Uli tak bardzo mi się spodobało – zrobienie fotografii swojego talentu i wymienienie pięciu cech, które się w sobie lubi, to super ćwiczenie rozwojowe. I poprawia nastrój :). Ze względu zaś na występujące w ostatnich dniach, w moim życiu turbulencje ten wpis jest połączeniem wczorajszego tematu z dzisiejszym. Oto mój talent oraz pięć rzeczy, które w sobie cenię.

Talent:

Ciężka sprawa. To znaczy, mam wiele talentów i umiejętności. Bardzo logicznie myślę; jestem całkiem niezłym prawnikiem; umiem ładnie pisać; potrafię motywować bliskich i wymyślać pełne atrakcji wakacje i weekendy (jestem takim domowym kaowcem 😀 ). Niestety żadnego z tych talentów nie potrafię oddać na zdjęciu. Jeśli zaś chodzi o fotogeniczne zdolności to cóż… malować nie potrafię, craftować, szydełkować, szyć, robić na drutach itp. też nie. Kiedyś nawet grałam na pianinie, ale nie nazwałabym siebie wybitnym muzykiem. Jedyne co mogłabym uznać za jakąś tam formę talentu, która nadaje się na zdjęcie jest:

DSC_0281

… gotowanie. Nie jestem może mistrzem kuchni, ale bywam kreatywna, otwarta na nowe smaki, potrafię samodzielnie miksować przyprawy i kombinować swoje przepisy. A przede wszystkim: to co ugotuję zazwyczaj bardzo smakuje mi i Pawłowi. Więc chyba jakiś talent to jest 🙂

Pięć rzeczy, które w sobie cenię:

1. Jestem łakoma na wiedzę. Na całą wiedzę świata. Bardzo dużo czytam (nie tylko beletrystykę) i dużo oglądam filmów (nie tylko fabularnych), staram się często podróżować i poznawać miejsca w których jestem. Lubię słuchać ludzi – ich poglądów, opinii, historii. Jeśli czegoś nie wiem, natychmiast to sprawdzam w internecie (kiedyś w encyklopedii). Mam taki apetyt na poznanie świata, że aż czasami sama się dziwię. I jednego tylko żałuję – olewania nauki w liceum…

2. Realizuję swoje pomysły. No wiadomo, że nie wszystkie. Ale bardzo nie lubię słów: nie da się. Wszystko się da – trzeba tylko chcieć. Są niestety takie osoby, które faktycznie mają całą masę świetnych pomysłów: na biznes, na powieść, na rok za granicą. Jedyny problem polega na tym, że nigdy nie przechodzą od planów do czynów. Też kiedyś taka byłam. Dopóki nie uświadomiłam sobie, że ta droga do niczego nie prowadzi. Teraz, jeśli mi na czymś zależy, czy wpadam na jakiś ciekawy pomysł (kulinarny, życiowy, wyjazdowy, jakikolwiek) skupiam się na realizacji. A nie na siedzeniu na kanapie i myśleniu, jak pięknie będzie wyglądało moje życie, jeśli…

3. Potrafię dochować tajemnicy. Tym bardziej cenię w sobie tę cechę, że z natury jestem koszmarną plotkarą, a do tego mam problem z niedzieleniem się nowinkami z Pawłem. Jednak jeśli ktoś mi powie coś w tajemnicy duszę się, krztuszę, ale milczę jak grób. W sumie to nawet nie lubię wiedzieć pewnych rzeczy, więcej z tym męczenia się, niż korzyści 😉

4. Umiem się przyznać do błędu. Czasami szybciej działam niż myślę, co skutkuje zbyt pochopnie wypowiedzianymi słowami albo nie do końca rozsądnymi czynami. Jednak zawsze, kiedy się z kimś pokłócę lub podświadomie czuję, że nie do końca dałam sobie radę w danej sytuacji analizuję ją i umiem sama przed sobą (ale też przed innymi) przyznać się do błędu. Dzięki tej umiejętności wykształciłam w sobie kolejną cechę, którą bardzo w sobie cenię. Mianowicie…

5. Umiem przekształcić porażkę w sukces. W jaki sposób? Z każdego niepowodzenia wyciągam wnioski na przyszłość. Zawsze. Dogłębnie analizuję co poszło nie tak, dlaczego, czy były jakieś zewnętrzne niezależne czynniki, jeśli tak to jakie. A przede wszystkim co JA mogłam zrobić lepiej i na co muszę uważać w przyszłości, żeby błędy się nie powtórzyły. I dzięki temu, mimo że coś mi nie wyszło, porażka nie idzie na marne. Przeciwnie – staje się niezwykle ważną i wartościową lekcją.

  • Pięknie piszesz o samoakceptacji, to prawda , że wszystko zaczyna się w nas samych i talent posiadsz bardzo pyszny, aż ślinka leci, uwielbiam placuszki, pozdrawiam!

  • Spacery potrafią zmieniać życie.

  • Kiedy się już zacznie spisywać, co w nas cennego, to idzie szybko. Trzeba tylko zacząć. Można też podpatrywać innych, jak radzą sobie z tym zadaniem ;). Mamy podobnie z dochowaniem tajemnicy.

  • fajny spacer 🙂 i smacznie wygląda ten racuszek 🙂 aż mi ślinka cieknie…

  • Podzielam talent do kuchennej kreatywności 🙂 Jak smakuje, to czego chcieć więcej!

%d bloggers like this: