Noworoczne postanowienia?

DSC_0914

Jesień roku 2014 dała mi zdrowo do myślenia. Miałam naprawdę wielkie plany na spędzenie tych miesięcy (klik). I okazało się, że ŻADNEGO z nich nie jestem w stanie zrealizować, a co najdziwniejsze, przyczyną ich nierealizacji są sprawy stuprocentowo pozytywne (klik). I w związku z tym pojawiło się pytanie? Czy jest jakikolwiek sens robienia noworocznych postanowień?

Szczerze mówiąc, to nigdy nie byłam specjalistą w robieniu postanowień noworocznych. Ot, takie standardy jak: schudnę, będę się uczyć języków, uprawiać więcej sportów i rozwijać się zawodowo. I zdrowo odżywiać. Ta krótka, banalna lista, wymieniana przeze mnie jednym tchem podczas pierwszostyczniowego kaca nie miała dla mnie tak naprawdę żadnego znaczenia. Prawdopodobnie dlatego, że w okolicach zmiany cyfr przy zapisie daty nigdy nie czułam, że następuje dla mnie jakiś nowy początek. Po Sylwestrze następował po prostu Międzynarodowy Dzień Kaca, spędzany tradycyjnie w łóżku z fast foodem. Wielki mi przełom. Przez wiele lat, tak po prostu wyglądały moje soboty… A prawdziwe plany, założenia i koncepcje powstawały gdzieś po drodze, w trakcie życia. Mimo to, idąc śladem tradycji i owczego pędu pierwszego stycznia, sama nie do końca wierząc w sens tego co robię, wymieniałam w myślach (całe szczęście, że nie na kartce…) postanowienia. Których zazwyczaj konsekwentnie nie realizowałam.

Jednak w tym roku (a właściwie to już w zeszłym roku) pewne rzeczy się zmieniły. Moja standardowa lista noworocznych postanowień właściwie nie nadaje się do niczego. I nie jestem w stanie stworzyć nowej. Dlaczego? Bo ja po prostu nie mam bladego pojęcia, jaki może być ten rok. Przypuszczam, że ciekawy, a zarazem trudny, a już na pewno przełomowy. Ale czy przy małym dziecku będę w stanie uczyć się języków, rozwijać zawodowo i pójść wreszcie na squasha? Hmmmm? Schudnę po porodzie z chęcią, ale teraz nawet nie wiem, ile będę musiała zgubić! Rok 2015 jawi się dla mnie jako wielka niewiadoma, której nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić. Owszem, planuję już wakacje, mam pewne koncepcje na swój rozwój zawodowy, ale jak będzie w rzeczywistości? Tego nie wie nikt!

Dlatego w tym roku, wraz z nadejściem pierwszego dnia stycznia, postanowiłam sobie jedną, jedyną rzecz, która wydaje się możliwa do realizacji: żyć w 2015 roku tak, żeby każdy dzień miał znaczenie, żeby każdy dzień był możliwie jak najpiękniejszy i najpełniejszy. Tylko tyle i aż tyle, bo już wczoraj życie pokazało mi małe pazurki 😉 Pierwszy raz od lat odważyłam się na dalszą (jakieś 10 km…), samodzielną wyprawę samochodem. Kiedy już zaparkowałam i otwierając drzwi, z szerokim uśmiechem na twarzy oznajmiałam sobie: Madziu, jesteś zajebista, gdzieś w połowie zdania potężny wiatr wydarł mi drzwi z ręki i grzmotnął nimi z całej siły o pobliski słup. Aha. Poszkodowane auto niestety nie należy do mnie. Ale nadal (już trzeci dzień!) twardo postanawiam sobie, że bez względu na to, co się wydarzy, nie będę marnowała swojego życia na marudzenie, zamartwianie się i pesymizm. Z tymi małymi i dużymi problemami wezmę się za bary, a z każdej chwili będę starała się wyciągnąć jej esencję. Trzymajcie kciuki!

%d bloggers like this: