Gdzie byłam, kiedy mnie nie było…

DSC_0031

… i dlaczego nie udało mi się spełnić żadnego z moich jesiennych planów? Oto jest pytanie…

Odpowiem na nie linkiem do wpisu Segritty, która opisała ostatnie miesiące mojego życia tak trafnie, że sama nie zrobiłabym tego lepiej. Od siebie mogę tylko dodać, że ciąża (a właściwie hormony ciążowe) wywołały u mnie organiczny wstręt do czynności, które pochłaniały dotychczas większość mojego czasu, a więc do: czytania (sic!), pisania, robienia zdjęć i jedzenia. Biegać z oczywistych względów nie powinnam, a najbardziej intelektualną rozrywką na jaką się zdecydowałam, było granie na smartfonie w Rośliny vs. Zombie. Z zapałem godnym lepszej sprawy oddałam się też oglądaniu debilnych programów telewizyjnych i powtórek Przyjaciół, w tak zwanym międzyczasie modląc się, żeby wreszcie przeszły mi koszmarne mdłości, którym radośnie towarzyszyło rzyganie. Kiedy zaś na dwa dni moje modły zostały wysłuchane i poczułam się na tyle dobrze, że nawet zaczęłam się zastanawiać nad zrobieniem makijażu, dostałam napadu dzikiej histerii pod hasłem: moja ciąża właśnie się skończyła. Cóż… Do tego jeszcze doszły komplikacje lokalowo-przeprowadzkowe, czyli mieszkanie u moich rodziców z kilkunastoma kartonami książek w pokoju (to trochę moja wina, bo nie zgodziłam się na wystawienie moich dzieci na wilgoć). Żyć, nie umierać. Na szczęście, zarówno wielkie rzyganie, jak i czas pomieszkiwania u mamusi dobiegły końca i teraz ganiamy się z Misieńkiem po pustych 90 m/kw po podłodze (skończyła nam się kasa i nie bardzo za co mamy kupić nowe meble… cóż…) i zastanawiamy się, jak najskuteczniej dogrzać wysokie mieszkanie. Podsumowując: wiedzie mi się nadzwyczaj dobrze, wszystkie znaki na niebie, ziemi oraz powiększający się brzuch świadczą o tym, że zostanę za parę miesięcy mamą, mieszkanie wyremontowane, przez pierwszy trymestr zrzuciłam 4 kilo, a ostatnio nawet zaczynam nieśmiało podczytywać książki 🙂 Mogę więc z czystym sumieniem wrócić do pisania bloga 🙂

Aha. Nie sądzę żebym zasypywała Was wpisami o urządzaniu wnętrz i parentigu, ale w sumie? Kto to może wiedzieć? 😉

  • Cóż, ciąża ogłupia 😀 Ja przed pierwszym porodem czytałam (bez zgrzytania zębami) Michalak i Zmierzch 😀
    No i sprowadzając na ziemię – ja w pierwszym trymestrze za każdym razem chudłam 3kg (bez rzygania!), a kończyłam i tak na +20 😉
    Pięknych Świąt!

    • Oooo! Nie chce plus 20 😉 Tak maksymalnie plus 10! Chociaż ostatnio apetyt mi dopisuje, aż miło 🙂

  • Na szczęście ja tego przechodzić nie będę. Ale życzę nie rzygania i ochoty na pisanie :*

  • rossonera

    Super, że wróciłaś do pisania:) Czekałam na ten moment z niecierpliwością:) Powodzenia i wytrwałości w blogowaniu:*

    • Dziękuję za miłe słowa, postaram się zaglądać tu częściej 🙂

  • Pingback: Noworoczne postanowienia? | Skrytka Magdaleny()

%d bloggers like this: