Chiński zawrót głowy

Mo Yan, Kraina Wódki

Kraina wódki bardzo mi się podobała. Problem w tym, że nie do końca wiem dlaczego. Ba, mało tego. Nawet nie jestem pewna, czy choć w połowie zrozumiałam, o czym jest ta książka. A jednak wciągnęłam się w nią jak w brazylijski tasiemiec i przeczytałam jednym tchem. 

Jedno jest pewne: to nie jest łatwa powieść. I to nie jest powieść, która spodoba się każdemu. Już opinie na Lubimy czytać pokazują, jak skrajne emocje wzbudza (też tak macie, że zaglądacie na ten portal i sprawdzacie oceny książki, zanim ją przeczytacie? 😉 ) – oceny wahają się od 10 do 1 gwiazdki. Jedni chwalą pod niebiosa, inni krytykują, pisząc wręcz, że nie mogli Krainy wódki czytać. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będę po tej drugiej stronie i opuszczę autora i jego świat po jakiś 20 stronach. Bo ja nie lubię książek (i filmów) pełnych wymiocin, ekstrementów, brzydkiego seksu i syfu. A powieść Mo Yan’a taka właśnie jest. Obrzydliwa. Dlaczego więc twierdzę, że podobało mi się coś, co z teoretycznego punktu widzenia podobać mi się nie mogło?

Po pierwsze i przede wszystkim: język. Mo Yan operuje nim perfekcyjnie, czytanie jego powieści to prawdziwa przyjemność. Jego słowami trzeba się delektować, smakować je, one są budulcem tej powieści. Można dużo rzeczy mówić o Nagrodzie Nobla, ale grafomani i przeciętni pisarze jej nie dostają. A jeśli coś cenię w literaturze najbardziej, to jest to właśnie bezbłędny styl i mistrzowski język, który łączy w sobie piękno kwiatów i ohydę ludzkich wydzielin.

Uwiodła mnie też atmosfera Krainy wódki. Oniryczna, dziwna, powykrzywiana i wypaczona. Taki realizm demoniczny. Rzeczywistość miesza się z fikcją, sens z bezsensem, logika z paranoją. Nic nie jest tym, czym być powinno, wszystko jest zamazane, niejasne, chaotyczne. Jak we śnie. Uwielbiam taki klimat w powieściach. Trochę jak Murakami, ale mocniej, boleśniej. Czytając Krainę wódki czujemy się trochę tak, jakby ktoś nas wrzucił do wirującej pralki albo wsadził na karuzelę. Wiem, takie rzeczy trzeba lubić, nie każdemu odpowiadają dziwne książki. Jednak, jeśli kręci Was skrzyżowanie Miasteczka Twin PeaksKroniką ptaka nakręcacza Pod mocnym aniołem to bardzo Wam powieść Mo Yan’a polecam.

Ciekawie poprowadzona została fabuła. Mamy dwa równoległe, splatające się ze sobą wątki. Historię policjanta, który prowadzi śledztwo w sprawie kanibalistycznych praktyk w chińskiej prowincji Alkoholandii oraz korespondencję między młodym, aspirującym pisarzem, a samym Mo Yan’em. Autor zastosował klasyczny chwyt: kończy wątek w kulminacyjnym momencie i pozostawiając czytelnika z całą masą znaków zapytania, przechodzi do następnego (specjalistą w tej dziedzinie jest George Martin, swoją drogą: gdzie są do cholery Wichry zimy?! Ja czekam…). Dzięki temu od powieści nie można się oderwać, a akcja nabiera tempa. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że dwutorowość fabuły okazuje się na koniec być całkowicie uzasadniona?

Pisząc o Krainie wódki nie można zapominać, że powieść stanowi dotkliwą krytykę chińskiego społeczeństwa (przypomina o tym nawet okładka). Przeżarte korupcją i alkoholem, zepsute i rozwiązłe. Tylko właśnie, to jest ten moment w którym mam wątpliwości. Bo tak szczerze mówiąc o Chinach wiem bardzo niewiele. To znaczy wiem, gdzie leżą na mapie, umiem wymienić ich stolicę, nazwy największych miast i główne rzeki, mam z grubsza pojęcie o historii kraju. Ale poza tym? O tym, jakie są Chiny współcześnie, nie mam większego pojęcia. Ot, tyle co sprzedadzą mi media. Dlatego czuję, że wiele smaczków powieści pominęłam lub były dla mnie niezrozumiałe. I zaryzykuję stwierdzenie, że większość z Was również może mieć problemy z pełnym i właściwym odbiorem książki. Chyba, że znacie się na Chinach.

Kraina wódki Mo Yan’a to powieść bardzo dobra: językowo, fabularnie, treściowo. Nie jest to jednak książka na plażę, bo zarówno mocna tematyka, bardzo silne, skrajnie naturalistyczne opisy i wszechobecny oniryzm sprawiają, że czytanie jej związane jest z wysiłkiem intelektualnym i emocjonalnym. Do tego nie każdy lubi takie wypaczone, dziwne klimaty (chociaż ja nie lubię, a mi się spodobało!). Jeśli jednak nie boicie się mocnych wrażeń i ciężkich tematów, a w książkach szukacie czegoś więcej niż czystej rozrywki, to myślę, że Kraina wódki Was zachwyci 🙂

Na koniec pytanie: znacie, podobało się Wam? A może czytaliście inne powieści Mo Yan’a i chcecie mi coś polecić? Będę wdzięczna :).

 Moja ocena: 7/10

  • Zaciekawiła mnie ta książka i pewnie jest to zasługa ciekawej recenzji. Faktycznie oceniana jest bardzo różnie, tym bardziej jej poszukam. Pozdrawiam 🙂

  • mówie sobie ze chyba trzeba laptopa odstawic bo od uzalezninia mam kropk przed oczami a tu twoje tło xd

  • Brzmi trochę jak wyzwanie. Lubię wyzwania.

  • Hmm….. zaintrygowałaś mnie. Książka Mo Yan „Big Breasts and Wide Hips” leży już od dawna (w kolejce 🙂 na mojej półce, może wreszcie po nią sięgnę? A jeśli chodzi o Chiny, to bardzo Ci polecam książki Ha Jin i Gao Xingjian. Bardzo zatrważająca, wyrazista twórczość. Pozdrawiam ciepło, Magdaleno 🙂

%d bloggers like this: