Miejsce, w którym rodzą się najlepsze pomysły

DSC_0035

Mówią, że dzieje się tam magia. Nie twierdzę, że nie ;). Ale dla mnie jest to przede wszystkim miejsce, w którym rodzi się kreatywne myślenie, a mózg wypluwa słowa tak szybko, że nie nadążam z klikaniem w klawiaturę. To miejsce, to moje … łóżko o poranku.

Niestety. Przy moim trybie życia, jest mi dane niezwykle rzadko z niego korzystać. Na razie codziennie muszę wstawać o godzinie tak wczesnej, że wyklucza ona jakąkolwiek kreatywną, czy blogową aktywność (w pracy muszę używać tej części mózgu, która odpowiada za logiczne myślenie, kreatywność jest zdecydowanie mniej potrzebna, więc to że rano mogę wykorzystywać mojego kreatywnego powera w pracy, zupełnie się dla mnie nie liczy). I tak, od poniedziałku do piątku już o 7:30 muszę siedzieć, całkowicie ubrana i nieprzytomna przy swoim biurku, z dala od domu.

Ale za to są weekendy. I to jest czas w którym odprawiam swój poranny rytuał. Budzę się zazwyczaj dość wcześniej, powiedzmy, że o siódmej. Oczywiście nie mowy o żadnym budziku, śpię dokładnie tyle, ile potrzebuje mój zestresowany codziennym gwałtem na śnie organizm. Otwieram oczy, myślę coś w rodzaju: cholera! A miałam spać do dziesiątej! Po czym wstaję. Za pięć minut wracam z kuchni z dużym kubkiem kawy i kładę się z powrotem. Na rozgrzewkę czytam przez jakieś trzydzieści minut książkę, po czy sięgam po komputer. I piszę. Piszę. Piszę. Wymyślam wpisy, obrabiam zdjęcia. W ten sposób zazwyczaj tworzę nie jeden, a kilka wpisów. Zdarza się też, że powstają wtedy inne, nieprzeznaczone na bloga teksty. W (tak zwanym) międzyczasie wstaje Paweł. Marudzi, gada, zawraca głowę i mnie wkurza 😉 Nie wspominałam, że najlepiej wychodzi mi mój kreatywny rytuał, kiedy ja mam wolne, a P. musi iść do pracy? 😉 Uciszam więc ukochanego, trochę z nim porozmawiam, piję drugą kawę i piszę dalej. Często też, będąc jeszcze w piżamie, robię zdjęcia. Rano jest w końcu najlepsze światło :D. Ubieram się zazwyczaj około godziny dwunastej – po drodze trzeba jeszcze zjeść śniadanie (oczywiście też w łóżku!), obejrzeć jakiś serial, albo po prostu polenić się.

Są osoby, które takie podejście do pracy szokuje. Które potraktują łóżkowe lenistwo jak najgorsze rozmemłanie i degrengoladę. Dla mnie jednak jest to czas największego rozluźnienia, wygody i radości. Najlepiej myślę i piszę zakopana w ciepłe poduchy. Nienawidzę siedzenia przy biurku. Pewnie gdybym codziennie była w domu, zmieniłabym trochę styl pracy. Ale teraz, kiedy mogę pozwolić sobie na takie zaleganie w pościeli maksymalnie dwa razy w tygodniu, traktuję to jak największą przyjemność na świecie.

A Wy? Gdzie Wam się najlepiej pracuje? Potrzebujecie biurka i porządku? Czy może jesteście raczej wychowankami chaosu?

Post powstał w ramach blogowego wyzwania Uli Phelep z bloga Sen Mai. Bardzo zachęcam do brania udziału w jej (cyklicznych!) wyzwaniach, bo to naprawdę fajna zabawa ;).

  • U mnie zdecydowanie chaos ale nie ukrywam, że chciałabym nad nim bardziej zapanować i taki stolik wraz z sporą ilością półek byłby, jak najbardziej, mile widziany. 🙂 Ja robię kartki, więc materiałów cała masa. 🙂

    • A to ja kocham mój chaos i nie oddam go nigdy za żaden porządek świat 😀

  • Łóżko zawsze jest najlepszym miejscem do wszystkiego. Nie ma to jak jego ciepło i bezpieczeństwo. 🙂

  • Ja też mam mało takich chwil, kiedy na spokojnie można pomyśleć i zmierzyć się ze swoimi pomysłami. Jak już znajdę tę chwilkę, to są to głównie wieczory lub późne wieczory kiedy dom wypełnia się ciszą! Miejsce pracy, jadalnia, stół i laptop. Z reguły przglądam wtedy pocztę, czytam wiadomości, a ostatnio zacząłem pisać nawet bloga!

  • Ja stanowczo potrzebuję biurka Nawet już wyleczyłam się z czytania rano w łóżku. Jednak co pozycja z prostymi plecami to pozycja z prostymi plecami… W łóżku lubię sobie poleniuchować… Ale to nie wyklucza, że bloga piszę rano i w piżamce;)

    • No cóż. Niema co ukrywać, że moje nawyki nie sprzyjają prawidłowej postawie. Pocieszam się, że to nie codziennie, tylko od święta:)

  • Fajny wpis i fotka 🙂 plus za Murakamiego!

  • no i u mnie pozostaje biurko – ale na pocieszenie tez rano wyleźć muszę do roboty … i to co bym chciała zrealizować musi niestety poczekać…

  • Bardzo mięciutki i cieplutki post 🙂 sama teraz zaczęłam tworzyć w łóżku, kiedy jeszcze wszyscy śpią i nawet nie myślę o swojej pozycji, ważne dla mnie, że wygodnie ;p

  • Najlepiej pracuje mi się na balkonie, kiedy słonko lekko przypieka lub w ciepły wieczór 🙂 Na narożniku z psem, który się we mnie wtula 🙂 Wszystko zależy od tego czym aktualnie się zajmuję, jaka część pracy mnie pochłania. Czasem niestety wygodniej jest przy biurku. Dlaczego nigdy nie piłam z rana kawy w łóżku? ta myśl zaczęła mnie prześladować i będzie tak długo, aż w końcu spróbuję.

    • No dlaczego? Ja piję kawę w łóżku w weekendy od kiedy zaczęłam pijać kawę 😉 A praca na balkonie tez musi być super. Teraz mój balkonik jest miniaturowy, ale niedługo przeprowadzka do nowego lokum, a tam balkon będzie większy 🙂

  • w moim zwariowanym domku z dwójką synów, to ja mam wieczny chaos 🙂

  • Zazdroszczę odrobinę tej możliwości długiego wylegiwania się w łóżku w weekendy – u mnie wtedy działa mały budzik „mamo, wstawaj” i nie ma czasu na rozmemłanie 🙂

  • Ja też zazdroszczę tej możliwości wyspania się, choćby w weekendy! Macierzyństwo mnie bardziej zdyscyplinowało, – gdyby nie ono, kto wie, może też pisałabym w łóżku do południa 🙂 Fajny blog! 🙂 Pozdrawiam Dominika

  • po całym tygodniu przy biurku, samej by mi się nie chciało biurka !:)

  • Łóżko jest kapitalnym miejscem do tworzenia postów. Przetestowane… 😉

  • Oj, praca w łóżku to dla mnie zadanie niewykonalne 🙂 Od razu zasypiam… W ogóle rankiem jestem nieprzytomna. Gratuluję Ci energii i zapału… i szczerze zazdroszczę 🙂 również tego, że mieszkasz już z partnerem. całuję

  • Zazdroszczę organizacji i zapału o poranku. Zazwyczaj nie potrafię się dobudzić do godz. 12stej.
    No i to jest naprawdę uroczę, że mieszkasz ze swoją miłością. Świetna sprawa 🙂

    • Jest moim mężem od trzech lat, więc byłoby trochę dziwne, gdybyśmy mieszkali osobno 🙂

  • Śmiesznie, bo też piszę tak jak Ty, Magdaleno, w ten jeden wolny dzień. Gromadzę pulę wpisów „na zapas” i wtedy nie stresuję się w ciągu tygodnia, że oprócz pracy, po której lasuje mi się mózg, mam z siebie jeszcze wypluwać coś kreatywnego 🙂 Czasem idę wtedy gdzieś posiedzieć do kawiarni, tłum obcych ludzi działa na mnie mobilizująco. No i mocna kawa 🙂 Pozdrawiam Cię 🙂

    • A mi się od zawsze marzyło, żeby wziąć laptopa i pójść do kawiarni pisać teksty nad kubkiem kawy z bitą śmietaną. Ale jakoś nigdy się nie złożyło, bo to jednak zabiera więcej czasu, niż pisanie tuż po wstaniu 🙂

  • Kiedyś uwielbiałam pracować w łóżku, ale teraz jest mi niewygodnie i jestem zmuszona siedzieć przy stole… Chyba muszę zainwestować w stolik do laptopa 🙂

  • Och w końcu ktoś się bardziej rozpisał na temat swojego miejsca. Bardzo dobrze, że idziesz za intuicją – nie ma nic gorszego niż wpasowanie się w schematy bo ktoś tak wymyślił:)

  • slavicnature

    ja lubię takie niedzielne poranki, kiedy wymyślam jakieś pyszne śniadanko, herbatka, piżamka, u mnie leci Dzień dobry tvn:) i również mogę tak do 12!

  • Miałam swoje biuro zrobione z nóg od maszyny do szycia, ale zrobiliśmy kompletny remont i niestety nie znalazło się dla niego miejsca 🙁 Teraz pracuję najczęściej przy stole w salonie. Czekam na rozbudowę naszego domku, wtedy będę mieć swoje własne biuro 🙂

    • Biurko z nóg od maszyny do szycia, to musiało być coś pięknego 🙂

  • Jeju, ja tez lubie takie poranki w lozku 🙂 Nie ma w nich nic zlego 🙂

  • każdy ma swoje miejsce 😉
    Mi najlepiej pracuje się w miejscu uporządkowanym i wygodnym. Komfortowe krzesło i niezbędne rzeczy w zasięgu ręki – to jest to!
    Pozdrawiamy!

  • U mnie to chyba zalezy od nastroju. Czasami dobrze pisze mi sie w lozku, a czasami musze wygodnie zasiasc przy stole lub biurku 😉

  • Pingback: W niedzielę szukam równowagi | Skrytka Magdaleny()

%d bloggers like this: