Nie taki ten księżyc magiczny

46876870-00b4-11e4-8a43-db18d12c768c_magic-in-the-moonlight

Dla tych, co nie wiedzą: jestem wieeelką fanką Woody’ego Allena. Uwielbiam jego poczucie humoru i charakterystyczny klimat, który buduje na srebrnym ekranie. Jednak, mimo że kocham Woody’ego całą swoją udręczoną i agnostyczną duszą, to nie zawsze jego filmy mi się podobają. Jest kilka, do których mam stosunek obojętny, jest jeden, którego nie lubię. I niestety najnowsze dzieło mojego mistrza Magia w blasku księżyca zalicza się do grupy ani ziębią, ani grzeją.

Na początek napiszę coś miłego. Magię ogląda się bez bólu szczęk, jest poprawnie i ładnie. Tu widoczek z Lazurowego Wybrzeża, tu śliczniutka Emma Stone, tam przystojny Colin Firth. Urocze zdjęcia, mili dla oka i dobrze grający aktorzy, lekki jazz w tle, klimat lat dwudziestych, bale, rauty i kąpiele na skałach. Jest lekkostrawnie i sympatycznie. Jak na komedię przystało.

Tylko właśnie. Średnio mnie ta komedia ubawiła. Śmiałam się może ze trzy, cztery razy. I to nie był jakiś szczególnie intensywny śmiech. Wiadomo, taka konwencja uroczego, trochę bajkowego świata, którą znamy dobrze z Purpurowej Róży z Kairu, czy z nowszego O północy w Paryżu, ale ja szczerze mówiąc akurat to allenowskie uniwersum lubię najmniej. Brakowało mi ostrego, bardziej ironicznego humoru. Postać Stanley’a Crawford’a, cynika i skrajnego racjonalisty, nie zaspokoiła mojego głodu ironii i Weltschmerzu. Colin Firth, choć to bardzo dobry aktor jest, jakoś mnie nie przekonał w roli zgorzkniałego magika. Ale może wynika to z tego, że w filmach Allena najlepsze role męskie tworzy sam Allen? I nikt nie jest mu w stanie dorównać, bo on w rzeczywistości gra samego siebie? Kwestia pod rozwagę.

Zamiast pożądanej przeze mnie porządnej dozy kpiny dostałam nadmiar rozmów. I nie byłoby w tym nic złego, bo w końcu od tego są filmy Allena. Żeby posłuchać gadania. Ale już zupełnie nie rozumiem, dlaczego każda myśl scenarzysty musi być wyrażona w tak nachalny i łopatologiczny sposób? Czyżby Allen uznał, że widownia zgłupiała na tyle, że każdą motywację postaci, każdą emocję, trzeba tłumaczyć jak krowie na rowie? Morris (mój kot), by zrozumiał, co jest głównym wątkiem rozważań bohaterów Magii. Kto co uważa i dlaczego. Smutne, bo u Allena najbardziej lubię niedomówienia, znaki zapytania czy fragmenty gdzie trzeba trochę popracować głową. A tu nic. Jak w polskim serialu obyczajowym: kawa na ławę, żeby każdy zrozumiał, o co chodzi.

No i fabuła. Widzieliście film? Coś Was w tej historii zaskoczyło? Czuliście jakiekolwiek napięcie? Bo ja szczerze mówiąc nie czułam. Z ekranu wiało nudą i banałem. Postacie były do bólu stereotypowe, wydarzenia przewidywalne, a napięcie zerowe. Znowu szkoda, bo od człowieka, który stworzył Annie Hall, wymagam więcej.

Magię w blasku księżyca można obejrzeć, ot dla lekkiej, miłej rozrywki. Dla przyjemnych wrażeń wizualnych. Jednak bez większych oczekiwań. Bo niestety jest to film zupełnie przeciętny, pozbawiony tego, co u Allena kocham najbardziej. Pewnie gdyby go nakręcili jacyś anonimowi twórcy, uznałabym, że jest całkiem okej i dałabym wyższą ocenę. Ale ponieważ jest to Woody, to krytykuję, bo wymagam więcej.

Moja ocena: 5/10

  • No i teraz zastanawiam się, czy chcę obejrzeć… I nie wiem. Chyba poczekam aż będzie na płycie dostępny…

  • Nie widziałam, ale mam w planach. Filmy Woody’ego Allena mają specyficzny klimat, nie wszystkie mnie przekonują, ale „O północy w Paryżu”, czy „Blue Jasmine” były świetne.

    • Mi się zdecydowanie bardziej podobał Blue Jasmine. Wolę Allena mocno skupiającego się na psychice bohaterów 🙂

  • Film raczej nie w moim guście, od razu jak o nim przeczytałam to pokiwałam głową nieeeeee…. 🙂 Nie jestem wielką fanką takich produkcji, nudzą mnię troszkę.

  • Nie oglądałam i teraz na prawdę się zastanawiam czy warto 🙂 Choć warto na pewno, chocby po to, by wyrobić sobie własną opinię 🙂

  • No mam takie same odczucia! Do kina wybrałam się ze znajomą i o mało co nie wyszłyśmy, bo wiało banałem po kościach. Czy to możliwe, że Allen nakręcił kiedyś „Sen Kasandry”? Jakoś ostatnio w ogóle odechciało mi się po niego sięgać, bo zrobił się strasznie nierówny. Poza tym, czy jednak nie wzbudza naszej podejrzliwości, że te jego filmy sypią się w ostatnich latach jak z rękawa? Może faktycznie rozbił się nad nim baniak z Muzą (jak to mówił mój polonista), ale może poszedł jednak w diabły i masówkę?

%d bloggers like this: