7 sposobów na to, żeby Ci się chciało, tak jak Ci się nie chce

DSC_0897

Wiecie co? Przyznam się Wam do czegoś. Jestem leniem. Strasznym, nieuleczalnym leniem. I mam problemy z systematycznym działaniem. Czy to mój wrodzony, zły charakter czy kwestia wychowania, tego się chyba bez porządnej psychoanalizy nie dowiem. Natomiast wiem, że od lat staram się nad sobą pracować i z tym lenistwem jakoś walczyć. I udało mi się wypracować kilka metod i trików, które pomagają mi się zmotywować do pracy, a nawet sprawiają, że leń po prostu znika 🙂 Może któryś z moich sposobów na niechcemisię przyda się również Wam.

1. Urządzam sobie dzień leniwca. Dzień leniwca polega na tym, że nie robię nic. Sprzątanie – zabronione. Praca – zabroniona. Blog – zabroniony. Sport – zabroniony. Kultura wysoka – niemile widziana . Jedzenie – na telefon (preferowana pizza lub chińczyk). Miejsce bytowania – kanapa. Towarzystwo – zachwycony Morris i patrzący z przerażeniem Paweł. Dozwolone – głupie gry na komórkę i PlayStation, prasa kolorowa, internet, lekkie książki, seriale, a nawet (coś czego nie robię nigdy!) telewizja. Po kilkunastu godzinach spędzonych całkowicie bezproduktywnie, przez następnych kilka dni mam niespożyte pokłady energii. Metoda skuteczna w 100%. Pod jednym warunkiem: dzień leniwca robimy raz na kilka miesięcy, a nie raz na tydzień.

2. Otaczam się ładnymi przedmiotami. Wiecie. Kubki, zeszyty, notesy, zakreślacze. Ma być miło i kolorowo. Estetycznie. Najskuteczniej ta metoda działała, kiedy byłam w liceum i na studiach, bo wprost nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła wykorzystać nowe zakupy papiernicze. Teraz objawia się głównie w postaci kolekcjonowania kubków. W pracy trzymam ich chyba z dziesięć. Mój ulubiony to biały w różowe mufinki (sic!).

3. Słucham moich piosenek motywacyjnych. A właściwie to jednej piosenki. Tej:

Jakkolwiek by to nie było tandetne i głupie – działa! Widzę Rocky’ego jak biega po schodach i od razu mi się chce 🙂 Nie sugeruję nikomu, że ma kupić sobie całą dyskografię zespołu Survivor. Ale warto znaleźć kawałki, które dodają energii i mocy.

4. Nie myślę o celu. Może to, co teraz napiszę, jest wbrew jakimś mądrym psychologicznym odkryciom, ale ja żeby działać skutecznie i nie zniechęcać się do zadania, nie mogę myśleć o tym, co czeka mnie u jego kresu. Owszem, wiem jaki mam osiągnąć cel i po co to wszystko, ale już myślenie o szczegółach i wizualizowanie sobie efektu powoduje, że albo osiadam na laurach albo zaczynam myśleć o potencjalnym niepowodzeniu i się stresuję.

5. Skupiam się na następnym kroku. Zamiast celu, widzę kolejne zadanie. Ma to dwie zalety. Po pierwsze jestem skoncentrowana maksymalnie na jednej rzeczy. Po drugie nie przeraża mnie ogrom tego, co zamierzam osiągnąć. No wiecie – nie myślę o tym, że cały wieczór spędzę na przygotowywaniu wpisu. Myślę o tym, że muszę skończyć pisać ten akapit 😉

6. Na koniec dnia zawsze sprawiam sobie przyjemność. Nawet najmniejszą. Kąpiel w pianie, mizianie z kotem, odcinek ulubionego serialu, godzina spędzona z książką czy kubek pysznego kakao. Nawet najbardziej pracowity dzień musi zakończyć się czymś dobrym i odprężającym. Dzięki temu codziennie mam na co czekać.

7. Wysypiam się. Banał? Może. Ale kiedy dostarczam organizmowi odpowiednią ilość snu, on odwdzięcza się podwójną chęcią do życia.

A Wy? Macie jakieś metody na wzbudzenie w sobie chęci do pracy? A może jesteście pracusiami i bezskutecznie próbujecie nauczyć się odpoczywać?

PS Ten wpis średnio pasuje do kulturalno-hedonistycznego charakteru Skrytki, ale ostatnio mam tyle na głowie, że przypominanie sobie i stosowanie moich technik motywacyjnych zajmuje mi więcej czasu niż cokolwiek innego 😉

  • Sama stosuję dzień leniwca trochę częściej, choć w nie w wersji o której piszesz- ja odpuszczam sobie wszystkie nieprzyjemne, wymagające zajęcia, robię do południa tylko o to muszę a później robię to na co żywnie mam ochotę. Faktycznie taki dzień świetnie mobilizuje do dalszego działania.

    • A ja właśnie cenię sobie takie 100% odcięcie od obowiązków. Za to Twoja wersja nadaje się do częstego stosowania 🙂

  • O tak ja także jestem leniwa szczególnie gdy trzeba się uczyć. Zastosuje twoje rady 🙂

  • Viv

    Świetny wpis. U mnie Dzień Leniwca to najgorsze, co mogę sobie zrobić, bo zamiast nowych pokładów energii i powracają moje stare, złe nawyki, i Dzień zamienia się w Tydzień, Miesiąc, Rok…
    Ładne przedmioty i motywacyjna muzyka z kolei też na mnie działają. Dodatkowo – wysprzątane biurko. Odkąd, po latach przekopywania się przez sterty, trzymam swoje biurko w stanie permanentnej czystości, łatwiej mi podjąć kolejne z kolei działanie, bo nie muszę najpierw szukać długopisu przez trzy kwadranse. Obok muzyki zaś lubię mieć pod ręką motywacyjne książki, blogi czy nawet obrazki z internetu – wiem, gdzie co jest, więc wystarczy szybko sięgnąć po konkretny fragment lub plik. No i bardzo pomaga mi Pinterest – tam jest masa materiałów które mnie inspirują i nie działa to na mnie jak niegdyś Kwejk, gdzie mogłam przetrawić godziny. Tutaj widzę ładne lub ciekawe rzeczy i to mnie od razu odsyła do własnego życia 🙂
    Co do punktu czwartego, ostatnio czytałam książkę autorstwa pewnego psychologa, który podaje masę danych z badań naukowych, iż wizualizacja celu jest głównym powodem odkładania działania – człowiek boi się, że ka końcu zostanie osądzony, że będzie musiał od nowa podjąć kolejne zadanie, że wynik końcowy nie będzie perfekcyjny… Coś w tym jest.
    Podoba mi się bardzo pomysł z punktu 6. – muszę koniecznie wcielić w życie takie drobne przyjemności na koniec dnia!

    • Czyli moje obserwacje odnośnie punktu 4 nie są takie oderwane od rzeczywistości 🙂 Bo zawsze mi się wydawało, że wizualizacja celu jest właśnie zalecana jako motywator. A tu proszę, okazuje się, że są na ten temat badania naukowe 🙂 Wysprzątane biurko u nie się nie sprawdza, bo ja (w domu, bo w pracy nie mam wyjścia) nigdy nie pracuję przy biurku. Wolę kanapę, wannę, podłogę, łóżko. Biurko mnie przeraża 😉 Poza tym cieszę się bardzo, że wpis Ci się spodobał 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Przyjemności na koniec dnia – bosko! Tylko czasem tak intensywnie o nich myślę, że rozpraszam się w trakcie roboty…;) Długi spacer z Luśką należy do takich przyjemności, kąpiel z pianką, czasem jakiś serial, a czasem szybkie zakupy w sieci (Michał akurat tego nie rozumie, taa…). Taki mój quality time 😉

    • No cóż… mężczyźni są pod tym względem nieco ograniczeni 😉

%d bloggers like this: