O tym, dlaczego nie robię planów

przyszłość

Jak mówi mędrzec i skarbnica cytatów wszelakich Woody Allen: jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach. Znacie to? Pewnie, że znacie. 

Zacznę od bezczelnego truizmu: życie jest jedną wielką niewiadomą. I to jest w życiu najstraszniejsze. I to jest w życiu najpiękniejsze. Niewiedza jest tym, co sprawia, że działamy, że się boimy, że się cieszymy. Gdybyśmy wiedzieli jak się potoczy nasz los, nie byłoby miejsca na prawdziwą radość na prawdziwe łzy. Czasami staramy się z niewiadomą walczyć: idziemy do wróżki, astrologa, interpretujemy sny albo linie papilarne. Ale tak naprawdę, nawet jeśli głęboko wierzymy w to, że jakaś obca baba w turbanie na głowie, po kursie psychologii w Wólce Koziej jest w stanie powiedzieć nam gdzie będziemy pracować za 2 lata (wybaczcie ironię…), to ta wiara na niewiele się nam przyda. Bo gdzieś z tyłu głowy zawsze będziemy czuć tę okropną, irytującą niepewność. Trzeba się nauczyć jakoś z tym funkcjonować. Ja sobie zawsze powtarzam: bez niewiedzy Misio nie mógłby robić mi niespodzianek. Pewnie nawet by pomogło, gdyby nie to, że Misio jest mężem najwspanialszym, ale akurat z tymi niespodziankami to mu idzie średnio. Cóż…

Z drugiej strony, oczywistym jest to, że planujemy. Robimy plany duże i małe. Listy rzeczy do zrobienia do końca sierpnia i wielkie założenia życiowe. Tylko o ile z takich list do zrobienia zazwyczaj jeszcze coś nam wychodzi (choć też nie zawsze), to z tych dużych planów często nie spełnia się nic. A jeszcze częściej wychodzi coś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy. Czasem co lepszego, czasem gorszego, ale nigdy nie jest w stu procentach tak jak miało być.

Czy to znaczy, że planowanie i czynienie założeń co do swojej przyszłości jest bez sensu? Odpowiem przewrotnie: i tak, i nie. Warto wyznaczać sobie cele. Bo to systematyzuje życie, pozwala nam do czegoś dążyć, nadaje kierunek. Warto zawsze przewidywać swój następny krok, wiedzieć dokąd się zmierza. Ja swoje cel na najbliższe lata mam z grubsza określone. Warto też marzyć, bo to ubarwia naszą egzystencję, napędza nasze mózgi i dodaje energii. I ja też mam marzenia, te duże i te małe. Ale nie warto, zaprawdę nie warto, planować sobie życia. Nie warto zakładać każdego szczegółu i przywiązywać się do skrupulatnie budowanej wizji. Bo jeśli za bardzo się do niej przywiążemy, to może okazać się, że konfrontacja z rzeczywistością boli. Albo gorzej (ból da się przetrwać), może okazać się, że przez kurczowe trzymanie się naszych wyimaginowanych wizji przyszłości, przegapiliśmy coś naprawdę fantastycznego. Milion razy lepszego od planu pierwotnego. Moje przesłanie brzmi: śnij o tym co będzie, realizuj cele, ale bądź elastyczny. I przygotowany na to, że może będzie zupełnie inaczej 🙂

Wiem na pewno, że to gdzie dziś jestem i to co robię ma się nijak do moich planów sprzed 5, 3, a nawet 2 lat. Zmieniły mi się ideały, cele życiowe, a pewne rzeczy po prostu okazały się niemożliwe. Albo trudniejsze niż myślałam. Czy to jednak znaczy, że moje życie jest gorsze niż jego wizja sprzed pięciu lat? Nie. Ono jest po prostu inne 🙂

Dlatego w kolejnym dniu wyzwania (cudownego, naprawdę z wielka przyjemnością się rozpisałam, mogłabym pisać dalej, ale muszę iść robić Misiowi obiad 😉 ) Uli z bloga Sen Mai, na pytanie, gdzie chciałabym być w życiu za 5 lat, odpowiem: nie mam bladego pojęcia! Może będę mamą trójki słodkich maluchów, może będę własnie w wielkiej podróży dookoła świata, a może okaże się (uwaga ironia), że popełniłam mord na którymś ze swoich klientów i siedzę w więzieniu? Nie wiem. Chyba nawet wszystko mi jedno. Dlatego choć rozumiem i kibicuję wszystkim osobom, które jednym tchem wymieniają wszystkie cudowne rzeczy, które im się przytrafią, bądź zadania, które wypełnią, ja mówię: zobaczymy. Jedno natomiast wiem na pewno – gdziekolwiek będę za pięć lat, chciałabym być szczęśliwa 🙂

  • Ciekawa odpowieść. Zaczytałam się. Planowanie długoterminowe nie ma sensu , ale dobrze jest usiąść i zastanowić się, co byśmy chciały robić w przyszłości i nie mówić: będę szczupła na wiosnę. Tylko np że do 22 grudnia będę trenowała intensywnie 3 razy w tygodniu itp.Nie wiem czy wyjaśniłam to w dobry sposób ale potrzebujemy terminów, konkretów i najlepiej jeszcze wyznaczyć sobie do głównego terminu 3 inne, mniejsze, tzw dzwonki 🙂

    • Tu się zgadzam w 100% Tak jak napisałam – wyznaczanie celów (zwłaszcza tych mniejszych) jest bardzo ważne i mi też pomaga w realizacji planów 🙂

  • ‚Zobaczymy’ jest rewelacyjną ripostą na większość wyzwaniowych postów, w tym i mój 🙂 Ale to fajnie, że zobaczymy 🙂

  • slavicnature

    ja również boję się planować, gdzie będę, co będę robiła.. wiem tylko jaka chcę być i z kim…i myślę, że się spełni:) Tobie również tego życzę!

  • świetny tekst! Przeczytałam z zapartym tchem!

  • Hmmmm… a ja myslę, ze robienie list rzeczy do zrobienia jest dobre, bo pozwala uporządkować to, co trzeba zrobić. I nie zapomnieć. A plany dalekosiężne? No cóż… jesli ich nie bedzie, nie bedziemy mieli po co się starać. Ale też nie można ich się trzymać kurczowo. Tak jak piszesz, zmieniają się cele życiowe, zmieniają się ideały (jestem tego aż nazbyt wyraźnym przykładem)…
    A plan, zeby być szczęśliwym po prostu idealny;))

  • Wspaniały post.
    Mądre słowa…
    Życzę Ci szczęścia wspaniała kobietko. 🙂

%d bloggers like this: