Poszukiwacze zaginionych skarbów, czyli sensacja po polsku

Zygmunt Miłoszewski

Jeśli szukacie lekkiej i wciągającej książki na ostanie dni (chlip, chlip) wakacji, to mam dla Was coś ekstra. Dziś recenzja Bezcennego, thrillera autorstwa Zygmunta Miłoszewskiego.

Powieści Miłoszewskiego mówiły do mnie z księgarnianych półek od dobrych kilku miesięcy. Byłam jednak twarda i długo wstrzymywałam się przed kupnem tych zachęcająco wyglądających książek. Z bardzo prostej przyczyny: literatura sensacyjna i kryminalna pojawia się na moim stoliku nocnym stosunkowo rzadko. Owszem, lubię wartką akcję i dobrze poprowadzoną intrygę, ale… No właśnie – ale. Wśród tego typu książek częściej niż gdzie indziej można napotkać na językowe zgniłe jaja. Czyli pozycje tak źle napisane, że cierpnie skóra na karku. Dobrym przykładem są powieści Dana Browna, przez które nie mogłam przebrnąć tylko i wyłącznie ze względu na okropny, grafomański styl (już widzę jak wielbiciele bestsellerowego pisarza opuszczają mój blog. Trudno. Muszę pisać szczerze…). Dlatego sensację kupuję i czytam stosunkowo rzadko. Boję się rozczarowań. Na szczęście Miłoszewski był w promocji w Saturnie. I co?

Przeczytałam, a właściwie łyknęłam Bezcennego błyskawicznie. I stwierdzam, że w swojej kategorii jest to naprawdę dobra książka. Zawiera wszystkie elementy prawidłowo napisanej powieści sensacyjnej. Opowiada historię poszukiwania najsłynniejszego zaginionego polskiego obrazu: Młodzieńca Rafaela. I więcej z fabuły Wam nie zdradzę, nie zamierzam spoilerować 🙂

Parafrazując Alfreda Hitchocka, Bezcenny zaczyna się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie nieprzerwanie rośnie. W książce pełno jest pościgów, walk, pogoni, włamań, zwrotów akcji i napięcia. Niektóre fragmenty sensacyjne są nieco naiwne, głupie i nie do końca zgodne z prawami fizyki oraz logiką, ale co tam! To nie podręcznik do liceum! Po prostu przy co durniejszych momentach zamykałam strzępy rozsądku w cichym zakątku mojego mózgu i poddawałam się fali wydarzeń. Które naprawdę były emocjonujące. Podobało mi się też bardzo to, że Miłoszewski postawił na klasyczny sposób prowadzenia akcji. Nie silił się tu na oryginalność. Wprowadził krótkie, przerywane w kulminacyjnych punktach podrozdziały oraz elementy budujące niepokój i napięcie, zanim dochodzi do właściwych wydarzeń. No i mamy prawdziwy, stuprocentowy szwarccharakter. A wszystko to w jednym celu: czytelnik ma się świetnie bawić.

Z drugiej strony, Bezcenny nie jest przeładowany akcją. Dużo miejsca autor poświęcił tajemnicy, wokół której krąży fabuła. Mamy też wątki obyczajowe, skupiające się na bohaterach i ich przeszłości, a nawet wątek miłosny. I to wszystko wciąga równie mocno, co elementy pościgowe. Wyważenie między szaloną akcją a innymi elementami fabuły trzeba zapisać autorowi na plus. 

Bardzo podobał mi się humor i cięty, ironiczny dowcip autora oraz wstawki dotyczące polskiej współczesności. Ale nie wszystkie. Obawiam się, że ktoś może się nieco obrazić na Pana Zygmunta, bo jedzie on po premierze i rządzie polskim jak po łysej kobyle. I mimo że nie używa nazwisk, nie pozostawia czytelnikowi wątpliwości, kogo autor ma na myśli. Obrywa się też trochę polskiej, katolickiej mentalności. Z powieści jasno bije światopogląd autora, co nie jest ani konieczne, ani potrzebne. Bo jeśli Bezcenny ma służyć czystej rozrywce, to po co ludzi denerwować przy czytaniu? Nie każdy przecież musi mieć poglądy polityczne takie jak autor. Ale to niewielki minus, bo zasadniczo te współczesne nawiązania są ciekawe i zabawne. Mogłyby być po prostu trochę łagodniejsze.

Last but not least. Język Miłoszewskiego jest bez zarzutu. Książka jest napisana ładną, bogatą polszczyzną. Autorowi udało się uniknąć grafomanii i kaleczenia naszego pięknego języka. Zdecydowanie da się to czytać 🙂

Bezcenny to typowa sensacja. Schematyczna, mało oryginalna i nie wnosząca do gatunku nic specjalnego. Lecz dzięki temu, że autor sięga po sprawdzone rozwiązania i posługuje się nimi sprawnie, powieść tę czyta się naprawdę doskonale. Może jest nieco naiwna, ale to też jest prawidło powieści sensacyjnych. Jeśli chcecie oderwać się od rzeczywistości i przeżyć fascynująca przygodę, to po trzykroć polecam 🙂

Moja ocena: 7/10

  • Czytałam i mam takie same odczucia jak ty. Ciekawa, lekka – poprostu idealna na lato 😉

  • Na pewno sięgnę po nią 🙂 Pozdrowienia

  • kudi

    Fikcja literacka „Bezcennego” kontra fakty „Zaginionego Rafaela”. Wynik sprzedaży jest oczywisty. Jednak prawda jest jedna…
    http://www.eksplorator.com/prawda-o-bezcennym/

  • Tym, co zasługuje również na uwagę, jest fakt, że dzięki powieści Miłoszewskiego wiele osób w ogóle się dowiedziało, że mamy w Polsce taka historię zaginionego cennego obrazu. Dałam książkę siostrze i potem godzinami „googlała” za informacjami na ten temat, bo nigdy wcześniej o zaginionym Rafaelu nie słyszała (:

    • Prawda 🙂 Co prawda nie traktowałabym tej powieści, jako super-wiarygodnego źródła, ale na pewno może stanowić początek przygody z historią sztuki 🙂

  • Pingback: Kalejdoskop sierpniowy | Skrytka Magdaleny()

  • Pingback: Kalejdoskop styczniowy | Skrytka Magdaleny()

  • A ja akurat byłam „Bezcennym” bardzo rozczarowana. „Uwikłanie” i „Ziarno prawdy” szalenie mi się spodobały właśnie ze względu na to mocne zakorzenienie w polskiej rzeczywistości, ale w „Bezcennym” Miłoszewski poszedł o krok za daleko – i nie chodzi nawet o to, komu się dostaje i dlaczego, a raczej o wrażenie, że za dużo jest w tej satyrze słabo maskowanego poczucia wyższości samego narratora. Jeśli chodzi o fabułę, to kiedyś wydawała mi się koszmarnie głupia (może dlatego, że powieści sensacyjne to zdecydowanie not my thing), ale im dłużej o niej myślę, tym bardziej wydaje mi się, że nie można „Bezcennego” traktować absolutnie serio, to raczej całkiem zręcznie wykreowany pastisz powieści w stylu Dana B. 🙂

  • Pingback: Inwazja Wojtka Miłoszewskiego - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: