O tym, że zawsze trzeba wykorzystywać to co daje życie + przepis na pyszny deser

deser z serka wiejskiego

Hej! Znacie ten stan, kiedy nic nie idzie zgodnie z planem? Kiedy tramwaj się psuje, pogoda nie dopisuje, popisowe danie nie wychodzi, a ukochany kotek właśnie Was podrapał?

Kiedy rzeczy martwe, przedmioty nieożywione i wredni, źli ludzie robią wszystko, żeby zniszczyć Wasz dzień (albo gorzej: życie!). Na pewno znacie! Ja też znam bardzo dobrze, czasem mam wrażenie, że wręcz zbyt dobrze… Był taki czas, że kiedy coś nie działo się po mojej myśli, to marudziłam, narzekałam i co najgorsze użalałam się nad sobą. Niby to normalne, niby niewinne i nieszkodliwe. Niektórzy powiedzą nawet, że takie biadolenie to nasza narodowa cecha. Ale wiecie co? Uświadomiłam sobie, że to podejście powoli niszczy mnie od środka. Zatruwa organizm. Powoduje, że zaczynam wrogo patrzeć na innych ludzi i tramwaje (nawet gdy przyjeżdżają punktualnie). I postanowiłam się zmienić!

Od pewnego czasu, kiedy dzieje się coś złego albo irytującego, szukam rozwiązań awaryjnych oraz (czasem nawet na siłę) pozytywów. I staram się wyciągnąć z danej sytuacji 100%. I wiecie co się okazuje? Że często, to co wynika z takich nieplanowanych i nagłych zwrotów akcji jest dużo lepsze niż plan pierwotny 🙂

Prosty przykład: poprzedni tydzień dał mi wyjątkowo mocno w kość. W piątek wracałam do domu tramwajem zmęczona, marząc tylko o tym, żeby zalec w łóżku z michą spaghetti. I oczywiście co się dzieje? Pieprzony tramwaj się psuje. Najpierw się zdenerwowałam, już zaczęłam budować sobie w głowie konstrukcję pt. mi to się zawsze najgorsze rzeczy przydarzają. Ale nie. Nie dałam się. Pomyślałam o tym, co najlepszego mogę w tej sytuacji zrobić. I urządziłam sobie rześki, cudowny, półgodzinny spacer do domu. W słuchawkach grała ulubiona muzyka, zaczęły się wydzielać endorfiny. Było cudownie i przypomniałam sobie jak bardzo uwielbiam takie samotne, energiczne spacery, których właściwie, ze względu na natłok zajęć zaniechałam.

Drugi przykład. W weekend otworzono bramki na autostradzie A1. W telewizji awantura. Transmisja na żywo z Nowej Wsi przeplata się z wypowiedziami Rzecznika Praw Obywatelskich. Ludzie są oburzeni. A my co? Zamiast skupiać się na tym jakie to nasze państwo złe i biadolić jak stare baby, wsieliśmy w samochód i pojechaliśmy ekipą na spontaniczną wycieczkę do Torunia. Zaoszczędziliśmy 60 zł i znaleźliśmy piękny pretekst do jeszcze piękniejszego wypadu 🙂 A zamiast godzinami marudzić przed telewizorem na to, że władza jest taka, owaka i sraka, pójdziemy na wybory i tam damy wyraz swoim poglądom politycznym.

I ostatni już przykład na to, że to co oferuje nam życie może być smaczniejsze, niż nasze pierwotne plany. Kilka dni temu mieli wpaść do nas znajomi. Jako że walczę z wizerunkiem ekhm… kiepskiej pani domu, postanowiłam zakończyć kolację deserem. Moim popisowym daniem. Nie miałam wiele czasu i bardzo się spieszyłam. Wpadłam do kuchni, zajrzałam do lodówki, a tam… dramat. Składniki na banoffee zeżarte. ZEŻARTE. Ani bananka, ani masy kajmakowej, ani ciastek. W lodówce smętnie stoją serki wiejskie i trochę owoców. Nie ma czasu żeby iść do sklepu, znajomi zaraz będą, a ja nie mam deseru! Niby nic, ale bluzgi w głowie rosną lawinowo, a inwektywa „durny żarłok” skierowana w stronę ukochanego jest doprawdy najłagodniejszą z użytych. I co? Przypomniałam sobie o mojej nowej zasadzie. Szukam rozwiązań i zalet sytuacji. Co zrobiłam? Ten oto najpyszniejszy (i chyba najzdrowszy) na świecie deser z serka wiejskiego i owoców. Był bardziej efektowny, oryginalniejszy i lżejszy niż zmiksowane ciastka z masą krówkową i masłem.

deser z serka wiejskiego

Składniki na jeden pucharek (ewentualnie kieliszek do wina):

– pół opakowania serka wiejskiego

– garść borówek malin

– dwie garście borówek amerykańskich

– dwie łyżeczki brązowego cukru

– do posypania: migdały, płatki owsiane

W pucharku układamy warstwy: 1/2 borówek -> 1/2 serka -> 2 łyżeczki cukru -> 1/2 borówek -> 1/2 serka -> maliny -> kilka migdałów -> kilka płatków owsianych.

I mamy najpyszniejszy deser wakacyjny 🙂

  • Szukanie w życiu „pozytywów”, to połowa szczęścia:)

  • Zawsze mnie dziwi połączenie serka wiejskiego np. z dżemem. U mnie serek wiejski jada się tylko na słono (sól, szczypiorek, rzodkiewka), nigdy na słodko. Ale już na studiach spotkałam się z takim połączeniem… Może to kwestia regionu? :>

    • Wiesz, ja też jem serek wiejski na słono – zazwyczaj w zestawie z bułą. Ale generalnie połączenie twarogu z czymś słodkim (dżem truskawkowy to hit!) dzięki mojej babci, znam i kocham od dzieciństwa 🙂 Więc nie miałam oporów przed takim połączeniem. A czy to kwestia regionu? Babcia jest z Litwy 😉

      • Kiedyś też dziwiło mnie połączenie serka wiejskiego z dżemem ale kiedy zjadłam, przepadłam, ale musi to być ten z Piątnicy, ma taki słodkawy posmak, inne już mi tak do tego nie pasują
        Ach i ja staram się szukaćpozytywów, naprawdę, ale wiem, że takie odtruwanie organizmu może trwać i trwaći to jeszcze długo…mam nadzieję, że się uda

  • Wspaniały deser, uwielbiam takie 😀
    A co do pozytów, jestem pod wrażeniem, że wszystkie sytuacje tak fajnie rozwiązałaś. Chociaż ja np. uwieeeelbiam spacery i dziwię się znajomym, że zamiast przejść się 5-10 minut, wolą czekać na przystanku na autobus by przejechać 1-2 przystanki. Serio! Chyba nigdy tego nie zrozumiem 😀 Ty miałaś co prawda dłuższy spacer, ale czasem i taki można sobie zrobić

  • Pingback: Do końca sierpnia zamierzam… | Skrytka Magdaleny()

%d bloggers like this: