FETA, biały skuter i 3 przykazania widza

Idziesz sobie jak co dzień ulicą, a tu nagle wyskakuje zza winkla kolorowy człowiek na szczudłach. W masce. I peruce. A za nim podąża trzech akrobatów i dwóch żonglerów. Czy to przyjechali wariaci? Nie! To teatr uliczny.

Już od wielu lat na początku lipca Gdańsk na kilka dni staje się sceną. Z całego świata przybywają do nas artyści, by wystąpić na Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA. A mi pierwszy raz od dawna udało się obejrzeć kilka przedstawień. Na studiach zawsze urwałam trochę czasu, by zanurzyć się w atmosferze tego festiwalu. A potem za każdym razem coś stało mi na przeszkodzie. A to byłam chora, a to wyjeżdżałam, a to pogoda kazała zostać w domu. Tym razem na szczęście się zaparłam i piątkowy wieczór oraz niedzielne popołudnie poświęciłam się na delektowanie się teatrem wprost z ulicy. Moje wrażenia? O tym za chwilę.

Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych

Najpierw parę słów o tym jaki teatr uliczny powinien być. A potrzebuje on nieco innych środków ekspresji, niż jego tradycyjny brat. Tu królują akrobacje, szczudła, maski, kolory. Niezwykle ważne jest oświetlenie, muzyka, taniec i ruch. Uważam, że przedstawienia uliczne muszą trafiać do każdego widza. Nie mogą być skierowane do wysublimowanego wielbiciela kultury wysokiej. One mają zachwycić nawet przypadkowego przechodnia. Sprawić, że zatrzyma się on na chwilę, popatrzy, uśmiechnie i zostanie do końca. Mają robić wrażenie.

I może to z dowód na mój prymitywizm, a może po prostu trzeźwy osąd, ale nie trafiają do mnie uliczne, czy plenerowe przedstawienia z „ambicjami”. Takie gdzie mało jest efektów, a dużo treści i symboli wpychanych na siłę. Gdzie senna atmosfera usypia widza, a absolutnie nikt z publiczności nie rozumie sensu tego co widzi. Czemuś takiemu mówię nie. Ma być kolorowo i efektownie. I fantastycznie jeśli spektakl nawiązuje np. do commedia dell arte, teatru greckiego, czy japońskiego teatru kabuki. Ale nawet jeśli widz stojący (siedzący) w rzędzie z tyłu czegoś nie dostrzeże, bo zasłoni mu to czyjś wielki łeb, to ma i tak się dobrze bawić. Nawet jeśli nigdy nie słyszał o commedia dell arte, to cieszyć go będzie feeria barw i aktorzy w maskach. Koniec i kropka.

Piszę to z perspektywy laika, który choć teatr bardzo lubi, to nie ma na jego temat jakiejś szczególnej wiedzy. Ale to właśnie dla takich (albo nawet większych) jak ja laików teatr uliczny jest tworzony. I my mamy mieć fun 🙂

Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych

Nie mogę ocenić całej FETY, bo nie miałam niestety możliwości śledzić wszystkich spektakli. Te zaś które widziałam bardzo dobrze wpasowały się w moje pojęcie o dobrym teatrze ulicznym. Szczególnie zachwycili mnie Włosi z Ondadurto Teatro w przepięknym przedstawieniu C’era una volta. Z dobrze znanych motywów z bajek – m.in. Kopciuszka, Królewny Śnieżki, Czerwonego Kapturka została zapleciona szalona historia, która stanowiła pretekst do użycia maszyn i mechanicznych konstrukcji, muzyki, tańca i projekcji multimedialnych. To wszystko zanurzone  w atmosferze refleksji nad ludzką naturą i nostalgii, choć nie brak było naprawdę zabawnych momentów (jak rycerz na białym … skuterku). Kwintesencja dobrego teatru ulicznego. Starannie przygotowany, bogaty w środki wyrazu, pobudzający wyobraźnię.

Przedstawienia, które widziałam były trafione. Nie ma sensu ich tu wymieniać po kolei. Niech wystarczy zapewnienie, że spełniły moje oczekiwania. Miałam szczęście, a może to poziom festiwalu się poprawił? Bo sprzed kilku lat pamiętam parę spektakli swą beznadzieją budzących grozę. I ziewanie. Będących dokładną odwrotnością dobrego teatru ulicznego.

Miejsce w którym w tym roku odbyła się FETA wzbudziło u mnie mieszane uczucia. Centrum Hewelianum (dla nie-gdańszczan, to taki duży park) było bardzo sympatycznym tłem dla aktorów, ale ponieważ znajduje się nieco na uboczu i niewielu tam przypadkowych przechodniów, trochę mi to nie pasuje do wizji dostępnego dla przypadkowego widza teatru. Plac Zebrań Ludowych zaś (dla nie-gdańszczan- taki duuuży plac, na którym odbywają się koncerty i inne wielkie eventy) na którym grano spektakle biletowane, był na potrzeby festiwalu za obszerny. I pozostawiał wrażenie pustki. Słyszałam, że w przyszłym roku FETA ma wrócić na Zaspę (dla nie-gdańszczan – takie duuuże blokowisko). Uważam, że to może dużo festiwalowi dać. Niech dochodzi do interakcji z przechodniami!

Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych

I na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. Drogi widzu/widzko. Jeśli wybierasz się w plener zakosztować sztuki (wszystko jedno jakiej, ale teatralnej zwłaszcza) pamiętaj, że:

1. Przed wyjściem się MYJEMY. I zmieniamy koszulkę. I majtki. Z drugiej strony moja rada jest do dupy… Jeśli postąpisz na odwrót masz 100% szans, że twoja przestrzeń osobista się zwiększy…

2. Jeśli chcesz, żeby ktoś się przesunął w bok, bo właśnie zasłania ci wielki finał: poproś. Tak. Poproś grzecznie. Nie musisz dźgać go parasolką w nogę, tak długo dopóki się nie odwróci, by zobaczyć twoją osobę machającą wymownie ręką. Ale. Znowu rada do dupy. Zasłaniacz może być z zagranicy i jak go ładnie poprosisz, to może nie zrozumieć. Dźganie parasolką natomiast… O tak. To jest wymowne. Więc po próbować?

3. Zanim spędzisz pół spektaklu przeszkadzając współwidzom (którzy są zbyt mało asertywni, by powiedzieć ci, byś zamknął jadaczkę), i roztrząsając się nad tymi debilami, którzy non-stop robią zdjęcia, zamiast grzecznie oglądać teatry, pomyśl. Może to są profesjonalni fotografowie, a pstrykanie zdjęć, to ich … hmmm … praca? A nie. Znowu rada do dupy. Spektakl = nuda. Obgadywanie bliźnich, tak by to słyszeli = fun.

%d bloggers like this: