10 sprawdzonych sposobów na wiosenną deprechę

sposoby_na_chandrę

Wiosenna deprecha? Brzmi znajomo? Przyroda rozkwita, powietrze aż wibruje od możliwości, a mi jest jakoś tak … smutno. Nie do końca wiadomo dlaczego. Poddać się temu? Nigdy! Oto moich 10 sprawdzonych sposobów na walkę z chandrą i złym nastrojem!

1. Planuję.

Wakacje, wycieczkę, imprezę, wystrój mojego przyszłego mieszkania, menu na niedzielny obiad. Zawsze jest coś co można zaplanować. Co mi to daje? Przypominam sobie, że w najbliższych tygodniach/miesiącach czeka mnie nie tylko praca i sprzątanie łazienki, ale też cała masa atrakcji i przyjemności, wyzwań oraz być może małych zwycięstw.

2. Oglądam stare zdjęcia.

Z wakacji, wycieczek, imprez, ważnych chwil. I te wszystkie piękne i szalone momenty (na fotografii poniżej widać moją definicję szaleństwa – czytanie 6 książek na raz …) dają mi wiarę, że skoro się zdarzyły, to na pewno będzie ich więcej.

20130530_093623

3. Telefon do przyjaciela.

Niezawodny i najlepszy sposób. Dzwonię do kogoś bliskiego i pytam co u niego słychać. Działa jak prozac. Zapominam o swoich nieszczęściach i skupiam uwagę na drugiej osobie. Do tego sam fakt kontaktu z innym człowiekiem powoduje wzrost poziomu endorfin. No, oczywiście najlepiej spotkać się w realu, ale niestety nie zawsze jest to możliwe teraz i zaraz. A telefon tak.

4. Idę pobiegać.

Albo na rower. Albo na rolki. A najlepiej na fitness. Uprawiam sport. Ten sposób jest banalny, wiem. Ale tak dobry i skuteczny, że nie sposób o nim nie wspomnieć.

5. Jem kolorowe i zdrowe.

Czyli owoce i warzywa. Może z dodatkiem jakiejś kaszy albo owoców morza. Są pyszne i sam smak poprawia nastrój, ale co ważne po ich zjedzeniu czuję, że sprawiłam przyjemność całemu organizmowi, a nie tylko kubkom smakowym. Natomiast najgorsze co mogę zrobić, to w chwili słabości zaszyć się w domu z kubłem KFC. Wyrzuty sumienia i ból brzucha gwarantowane.

DSCN0500

6. Idę do kina.

Spontanicznie i bez planowania. Sala kinowa (najlepiej pusta) jest miejscem w którym się wyciszam, zapominam o świecie i przenoszę się do innych, magicznych wymiarów. Chyba dlatego tak często chodzę do kina. Bo filmy mogę oglądać w telewizji albo na dvd. A w ciemnej sali odprężam się w niespotykany sposób.

7. Czytam Jeżycjadę.

Nic, podkreślam nic, nie poprawia mi tak nastroju jak powieści Małgorzaty Musierowicz. Każdą z nich czytałam chyba 100 razy, a niektóre fragmenty znam niemalże na pamięć. Wielbię ten klimat, to podejście do życia, świata i drugiego człowieka. Miłość i uśmiech wypływającą z każdej kartki. Zawsze gdy jest mi bardzo źle (albo mam trochę więcej czasu) sięgam po Pulpecję albo Opium w rosole. Najpiękniejsze książki mojego dzieciństwa będą mi towarzyszyły już zawsze! Może są trochę wyidealizowane, ale to właśnie jest mi potrzebne, zwłaszcza w chwilach kryzysu.

8. Oglądam śmieszne filmiki ze zwierzakami.

Na chandrę najlepszy jest śmiech, a zwierzaki zawsze gwarantują jego końską dawkę. Na przykład szopy pracze :D.

9. Sprzątam.

To właśnie bohaterki Musierowicz stosują najlepszy sposób na zły nastrój – wykonanie kawału porządnej roboty. Same korzyści: koncentruję się na czymś innym niż bieżące smutki, przy okazji robiąc coś, co daje satysfakcję. Ale przyznam się Wam szczerze, że ten sposób wykorzystuję niezwykle rzadko…

10. Biorę Morrisa na kolana, mocno przytulam i …

świat od razu staje się jakiś ładniejszy 🙂

2014-05-07_1399493784

Udanego weekendu!

  • Punkt 7, 8, 10 – zupełnie jak u mnie! Jeżycjadę uwielbiam, po niektóre książki sięgałam co najmniej kilka razy i zawsze wywoływały mój uśmiech, Mądrość, ciepło, życzliwość… zdecydowanie przywracają wiarę w ludzi. A zwierzaki na poprawę humoru są po prostu niezawodne 🙂

%d bloggers like this: