10 zdrowych nawyków, które wprowadziłam do swojego życia

DSC_0167

… albo wprowadzę w najbliższym czasie! Zdradzę Wam sekret! Śni mi się skrycie sylwetka bogini (przy dzisiejszej modzie, obstawiam Artemidę albo Atenę – no wiecie, trzeba być fit), jednak wielka miłość do porządnego żarcia skutecznie blokuje moje marzenia. Ponieważ jeść kocham, a męską akceptację mam zapewnioną, od wymarzonej figury jestem daleko jak nigdy w życiu. Nie poddaję się jednak i staram się zmieniać swoje życie najlepiej jak umiem. Poza tym, i to jest chyba najważniejsze – chcę po prostu być zdrowa.

Nie jestem jednak zwolenniczką gwałtownych i brutalnych zmian, a doświadczenie nauczyło mnie jednego. Jeśli zaczynam coś w sposób kategoryczny i restrykcyjny, tak na 100%, to też na 100% tego nie skończę. Jeżeli dziś postanowię – do końca życia nie zjem ani jednego junk fooda i słonej przekąski, to na pewno nie dotrwam nawet do jutra. Jeśli zaś postanowię, że w każdym posiłku będę zjadać warzywa lub owoce (nawet gdy nastąpi godzina hańby i zaszyję się w domu z kubełkiem KFC, to zjem do tego marchewkę), wówczas wytrwać w postanowieniu jest mi dużo, dużo łatwiej. Dziś opowiem Wam o tych nawykach, które stopniowo wprowadziłam do swojego życia i mogę o nich z całą pewnością powiedzieć, że w tej chwili są naturalną jego częścią. A także o tych które aktualnie do niego wprowadzam.

1. Papierosom powiedziałam nie.

To jest właściwie temat na osobny wpis. Nigdy nie byłam wielkim palaczem, ale fajka w drodze do pracy to już był prawdziwy rytuał. Co rano. Czasem na pusty żołądek. Teraz mogę się pochwalić, że od 9 miesięcy zapaliłam może 4 razy, kiedy ktoś mnie poczęstował (i nie byłam w 100% trzeźwa 😉 ). Natomiast poranny papierosek zniknął z mojego życia i mam nadzieję, że już nigdy nie wróci.

2. Śniadaniu powiedziałam tak!

Zawsze jem śniadanie. Jeśli nie zdążę w domu, to jem od razu po przyjściu do pracy. I staram się, żeby mój poranny posiłek był najzdrowszy jak to możliwe – jajka gotowane, kasza jaglana, owoce, owsianka, tosty z pełnoziarnistego chleba, pełnoziarniste naleśniki, koktajle. Moja wyobraźnia nie zna tu granic!

3. Zamiast kawy szklanka gorącej wody z cytryną.

To znaczy zamiast kawy przed śniadaniem, bo kawę pijam codziennie, w godzinach przedpołudniowych. Szczerze mówiąc nie wiem co mi ta woda z cytryną dała, ale na pewno organizm dostaje porcję witaminy C i gorący napój na wzmocnienie. . I tu jestem ciekawa: pił ktoś z Was wodę z cytryną? Zauważyliście jakikolwiek efekt?

4. Jem kolorowo!

To był kolejny krok. Nie wyrzekam się od razu całego kulinarnego zła tego świata. Nie potrafiłabym. Ale postanowione zostało. Będę jadła te symboliczne 5 porcji warzyw i owoców dziennie. Czasami idę na łatwiznę i liczę jako porcję pomidorka zjedzonego do śniadania albo jednodniowy sok owocowy.  Ale jednak ja te cholerne warzywa i owoce jem. Regularnie.

5. Po 20 lodówka jest zamknięta!

To jest jeden z nowszych nawyków, które usiłuję wypracować, więc czasem wracają stare przyzwyczajenia. Ale już jest dobrze. Po 20 automatycznie zamykam w mózgu możliwość otwarcia lodówki. Dlaczego? Bo mi się lepiej śpi z pustym żołądkiem. Nie mam sennych koszmarów. I łatwiej mi się wstaje, kiedy jestem pioruńsko głodna 😉

6. Jem ryby.

Co najmniej 2 razy w tygodniu, czasem częściej. Ryby są droższe niż kurczak i mają ości (męska część mojej rodziny toleruje wyłącznie filety…), ale świetnie się po nich czuję, mają cenne dla organizmu kwasy tłuszczowe i niższą wartość kaloryczną niż mięcho. Poza tym bardzo mi smakują i doprawdy nie rozumiem dlaczego jeszcze parę miesięcy temu podczas zakupów omijałam je szerokim łukiem.

7. Uprawiam sport 3 razy w tygodniu.

To może nie jest jakoś bardzo dużo, zwłaszcza że jako sport kwalifikuję również wypady na rower albo godzinę odbijania w badmintona. Jednak faktem jest, że od stycznia ćwiczę regularnie i stopniowo zwiększam ilość aktywności fizycznej. Np. – wtorek aerobik, czwartek jogging, niedziela rower. Albo poniedziałek aerobik, środa siłownia, niedziela badminton.

8. Nawadniam się.

Przy biurku obowiązkowo stoi butelka średnio lub nisko zmineralizowanej wody. A ja ją popijam. Tak ok. 1 litra dziennie. Resztę uzupełniam zieloną herbatą, ziółkami i świeżymi sokami owocowymi. Generalnie staram się wlewać w siebie dużo wartościowych płynów. Zdarza się jednak, że w chwili rozpaczy gnam do sklepu po puszkę coli. Walka trwa!

9. Jestem zaprzyjaźniona z moim lekarzem.

No dobra. Przesadziłam. Ale jedno jest pewne. Badam się. Regularnie. Wiem jaką mam morfologię, cukier, cholesterol. Byłam w tym roku na usg piersi i cytologii. Postanowiłam, że tak już będzie zawsze. Będę co roku robiła regularny przegląd organizmu, a z każdym podejrzeniem ciężkiej, śmiertelnej i groźnej choroby idę od razu do lekarza.

10. Słodycze tylko dwa razy w tygodniu.

Tu jestem totalnym luzerem 🙁 Dno. Niby usiłuję w sobie wyrobić nawyk nie jedzenia słodyczy. Tylko czy to w ogóle jest możliwe?! Staram się, walczę, a potem wmawiam sobie, że jak kupię ciastka z dobrym składem za 10 zł, to się nie liczy jako słodycze. I żałuję. Znacie jakieś sprawdzone metody, żeby się odzwyczaić od podjadania?

A Wy? Macie jakieś zdrowe i dobre nawyki, które stały się nieodłączną częścią Waszego życia?

  • Gratuluję zmian! Świetny wybór. Też staram się jeść śniadania (kolorowe) i ze sportem też jestem za pan brat!

    Pozdrawiam

  • Woda z cytryną oczyszcza organizm, Piłam przez jakiś czas rano, w sumie ciężko powiedzieć o efektach, ale generalnie jeśli organizm dostaje porcje wody, do tego z witaminą C to nie może być źle 🙂 I bardzo rozsądne podejście do zmian, stopniowo, żaden organizm nie lubi rewolucji. Ze słodyczami niestety mam podobnie – ciężko mi zrezygnować, ale w sumie czy one szkodzą? 😉

  • Jaki ładny rower :).
    Ja próbowałam sobie wyrobić nawyk picia codziennie rano letniej wody z cytryną i jakoś zupełnie nie mogę się do tego przyzwyczaić. Podziwiam więc, że Tobie się to udało.

    • Uwielbiam mój rower, szkoda tylko, że nie ma przerzutek ;)A co do wody to mi smakuje po prostu, więc nie mam z piciem większego problemu 🙂

  • Proste i podstawowe zmiany, a od razu czuc roznice, prawda? Powodzenia! Mnie tez rower bardzo sie podoba, mimo ze nie przepadam za „mieszczuchami” 🙂

%d bloggers like this: